wtorek, 24 lipca 2012

Niedźwiedzia przysługa

Okres wakacyjny w pełni. Mam teraz trochę więcej czasu i postanowiłem stworzyć wszystkie wpisy jakich nie zrobiłem a chciałem. Nie będę się trzymał chronologii, ale jakoś to wszyscy musimy przeżyć. Pierwszy wpis z tego wakacyjego cyklu tyczy wydarzeń, które miały miejsce w moim mieście rodzinnym.

W piątek trzynastego kwietnia 2012 roku w Zielonej Górze odbyło się aż pięć wernisaży. Taki natłok wydarzeń nie jest tu niczym specjalnym, zainteresowanie sztuką współczesną jest tak duże, że często dochodzi do napiętrzenia się najróżniejszych artystycznych wystąpień.

Gdy byłem na pierwszym roku studiów na akademii w Poznaniu mój profesor rzeźby opowiadał mi, że podczas wernisażu jego wystawy w zielonogórskim BWA podeszła do niego taka niepozorna starsza kobieta w łachmanach i podzieliła się z nim swoją refleksją na temat jego sztuki. Profesor powiedział, że to była to tak mądra refleksja, że sam by tego lepiej nie ujął. Bardzo mi się podobało co powiedział o moim mieście rodzinnym i jego mieszkańcach. Poźniej mówił też niestety inne rzeczy i zatarł pierwsze dobre wrażenie.

Z tych pięciu wystaw podobały mi się dwie, jedna dlatego, że byłem jej kuratorem, więc trudno, żeby mi się nie podobała, a druga to wystawa Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego "Raster - Wiek Szkolny", której kuratorkami były Julia Wielgus i Marta Czyż.
Recepcja medialna tego pokazu nie była powalająca (a szkoda) i pojawił się chyba tylko jeden tekst na blogu (w sumie też szkoda). Nie podoba mi się ten wpis, być może, gdyby ta dziewczyna spotkała w Zielonej Górze tą mądrą starszą kobietę w łachmanach o której mówił mój profesor, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Gorczyca i Kaczyński w trudnym wieku wieńczącym okres dojrzewania byli poszukującymi twórcami. Interesowali się literaturą i sztuką i na tych polach realizowała się ich aktywność. Na wystawę składają się m.in szkice inspirowane poezją konkretną czy malarstwem twórców lat 80tych, szablony,  projekty fotograficzne w zabawny sposób inwentaryzujące rzeczywistość pierwszej dekady III RP czy bardzo interesujące realizacje Dom Polski, które w sumie cały czas wyglądają nowocześnie. Wystawa miała dobrą, klarowną aranżację. Jedna ze ścian została zaklejona tapetą imitującą drewniane panele. Prace na wystawie nie są jakoś szczególnie dobre czy złe. To co ciekawe, te pewien duch czasu, który wyrażają. Duch ten znalazł doskonalsze odzwierciedlenie w twórczości chociażby artystów z grupy Ładnie, jednak w wydaniu Rastrowców ciężkawa i paździerzowa forma prac jakoś dokładniej przylega do wyobrażeń o latach 90tych.

 
Raster to dla mnie i moich koleżanek i kolegów urodzonych w połowie lat 80tych do pewnego stopnia punkt odniesienia, jeśli ktoś się interesował sztuką współczesną w liceum to czytał internetowe czasopismo Raster. Teraz, gdy czas wejść w pełnoprawną dorosłość, należy przepracować ten fundujący wzór, rozprawić się z nim, zbyt łatwo ulegaliśmy wówczas sugestywnej wizji świata sztuki którą zaproponował Gorczyca i Kaczyński.

od lewej: Łukasz Gorczyca, Michał Kaczyński, Julia Wielgus, Marta Czyż, dyr. Wojciech Kozłowski
Dwanaście lat wcześniej Raster zrealizował w zielonogórskim BWA wystawę "Namaluj Mnie", w której brali udział Rafał Bujnowski, Marcin Maciejowski i Wilhelm Sasnal. Pamiętam, że ta wystawa wcale mi się tak bardzo nie podobała, dopiero po jakimś czasie to trochę bardziej zrozumiałem, choć nie było tam przecież nic skomplikowanego. Wystawa "Wiek Szkolny" spodobała mi się od początku, choć w sumie też jej do końca nie rozumiem, być może dlatego, że nie ma w niej niczego skomplikowanego.

Tego samego dnia, choć trzy godziny wcześniej, w fundacji Salony w Zielonej Górze, odbyła się wystawa "Niedźwiedzia przysługa', która była wyjazdowym projektem Galerii Pies.


Poprawianie krzywo naklejonego napisu.

Fundacje Salony prowadzi Marta Gendera, historyczka sztuki i zapalona animatorka życia społecznego w moim mieście rodzinnym. Wróciła po studiach w Warszawie do Zielonej i założyła fudację o pięknej nazwie "Salony" Marcie wraz z grupą zielonogórskich artystów udało się wygrać miejski konkurs na lokal przeznaczony na działalność kulturalną.

Marta ma do dyspozycji piętro w wyremontowanym budynku po przedwojenne jprzędzalni. Siedziba Fundacji składa się z kilku pracowni, świetlicy, biura i galerii. Generalnie budynek jest ok, niestety, projektant nie uwzględnił podstawowych potrzeb użytkowników, brakuje gniazdek, gdzie indziej tych gniazdek jest za dużo, podłoga jest trochę nie taka jak trzeba, oświetlenie też. W związku z tym trzeba adaptować świeżo wyremontowany budynek.

Z tego poczucia lekkiej niemocy spowodowanej niedoskonołaściami projektu  narodziła się koncepcja wystawy "Niedźwiedzia przysługa",  nie bez znaczenia było też moje zamiłowanie do majsterkowania (mimo braku talentu).

oto tekst prasowy do wystawy:
Najnowsza wystawa w Fundacji Salony polega na wprowadzeniu usprawnień, które mają poprawić jej funkcjonowanie. Zmieni się kolor podłogi, pojawią się nowe gniazdka elektryczne, a te niepotrzebne zostaną zdemontowane. Poprawiona zostanie strona internetowa. Czytelnia Fundacji Salony zamieni się w świetlicę (ze stołem do pingponga i piłkarzykami), a przestrzeń galeryjna zyska bardziej rasowy, whitecubowy wymiar. Transformacja przestrzeni Fundacji jest odpowiedzią na zaproszenie Galerii Pies. Działanie ma charakter otwarty i spontaniczny, artyści w trakcie montażu znajdują nowe pomysły na usprawnienie, wszystko po to, aby dojść do doskonale skomponowanej całości. Po miesiącu prowadzący Fundację będą mogli wrócić, jeśli będą chcieli, do starych, złych rozwiązań.
Z Michałem Jankowskim, przed montażem stołu do piłkarzyków.
Stół do ping-ponga, w mieście najlepszy jest dyr. BWA p. W. Kozłowski.
Montaż
Galeria z nową chlorokauczykową podłogą.
Ingerencja barwna Kasi Przezwańskiej
Świetlica (dawna czytelnia)
 W wystawie brali udział / przestrzeń usprawniali: Romuald Demidenko, Marta Gendera, Michał Jankowski, Grzegorz Kowalczyk, Katarzyna Przezwańska, Anna Szczygłowska, Marta Tomasik, Rafał Wilk. Dokonano przeszło 20 usprawnień.
Wystawę odtworzył Klaun Bodzio, który jest równocześnie administratorem budynku.
Marta Gednera z klaunem Bodzio.
Pracy było dużo, chciałbym szczególnie podziękować Rafałowi Wilkowi, który jako jeden z użytkowników tego miejsca miał dużo ciekawych pomysłów na usprawnienie jego funkcjonowania (m.in. stół do piłkarzyków i ping pong) oraz Grzegorzowi Kowalczykowi, który za darmo malował ze mną podłogę chlorokauczukiem do siódmej rano.

Grzesiek Kowalczyk przy barze projektu Marty Tomasik
 już niebawem na blogu m.in:
 - wycieczka do Rumunii
- rewizyta rumuńskich przyjaciół
- ranking na najlepsze zwierzę z wrocławskiego zoo
- wystawa końcoworoczna ASP w Krakowie
- dyplomy UAP w Poznaniu 
- tajemnicza kula na węgrzech
- nowe porady w kąciku poradnikowym


czwartek, 21 czerwca 2012

Już jutro (czyli w piątek o 19.00) otwarcie wystawy Adama Rzepeckiego "Prace z lat 1978-84 i jedna z 1990.
wszystko jest tu: www.galeriapies.pl

zapraszam!!!!

czwartek, 5 kwietnia 2012

Miraż Łukasza Jastrubczaka

Od kilku dni przebywam w Krakowie. Miasto jest piękne o tej porze roku, drzewa na Plantach nie puściły jeszcze liści, ale mimo tego wiosna ogarnęła ulice i place na dobre. Licealiści całują się na ławkach z licealistkami, studenci AGH uprawiają sport na boiskach w parku jordanowskim, nawet Cracovia wygrała mecz (przerywając pasmo 8 porażek). Tylko strażnicy miejscy chodzą jeszcze w zimowych mundurach (letnie mimo wszystko za cienkie, z dwojga złego lepiej się zgrzać niż zmarznąć).
Mój pobyt w Krakowie nie jest przypadkowy, dziś (czyli 5 kwietnia o 18.00)w Bunkrze Sztuki otwiera się wystawa Łukasza Jastrubczaka pt. Miraż, jest to nie tylko najlepsza ale i największa do tej pory wystawa tego artysty.
oto tekst prasowy:
Wystawa Łukasza Jastrubczaka zatytułowana Miraż to wielowątkowa podróż w rejony amazońskiej dżungli i pustynnych połaci południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. To podróż po historii perspektywy i filmach Alfreda Hitchcocka. Amerykański sen i południowoamerykański mit spotykają się na kilku planach czasowych, mieszają się z europejską przedwojenną awangardą i zupełnie dziś już niemodnym postmodernizmem.
Łukasz Jastrubczak poszukuje czwartego wymiaru. Interesuje go prędkość, figury geometryczne, historia góry Paramount. Podejmuje refleksję nad zjawiskiem déjà vu. Podejmuje refleksję nad zjawiskiem déjà vu.
Czerpie z powojennej teorii widzenia Władysława Strzemińskiego. Dość już wyświechtany język konceptualizmu i sztuki pierwszej połowy XX wieku wykorzystuje do opowiedzenia historii nieopowiedzianych dotąd w tym języku. Stara się równocześnie ów język zrehabilitować, wypełnia szczeliny i konserwuje modernistyczną utopię.
Prace Łukasza Jastrubczaka nie są pozbawione ironii, a gra konwencjami nie odbywa się przy milczącej sali. Utopie rozłażą się, a modernistyczny mit nie wytrzymuje swojego własnego ciężaru. Stan skupienia sztuki Łukasza Jastrubczaka również wydaję się niepewny. Obiekty często mają charakter niemal efemeryczny – tak jak jego psychokinetyczne rzeźby (artysta siłą woli potrafi wygiąć aluminiową łyżkę), które można obejrzeć tylko na zdjęciu. Czasem jednak, jak w przypadku pracy Kowboj (rzeźby, która odbyła podróż do Ameryki i tego samego dnia została wysłana z powrotem do Polski), są wykonane z materiału nad wyraz twardego – z betonu.
Zestawienie prac na wystawie nie posiada wyraźnego klucza (choć klucz jest, ale mniej zobowiązujący), publiczność dowolnie może tworzyć połączenia pomiędzy pracami, a nawet dodawać do interpretacji własne przeżycia i refleksje.
Wystawa Miraż podsumowuje wątki, które artysta podjął w trakcie realizacji zeszłorocznej wystawy w Galerii Sabot w Klużu-Napoce, w projekcie Tarnów. 1000 lat nowoczesności oraz podczas pobytu rezydencyjnego w Stanach Zjednoczonych.




Kuratorka ekspozycji Ania Bargiel przygotowała imponujący program imprez towarzyszących. Tak rozbudowany program jest wyjątkową rzadkością w praktyce polskich placówek wystawowych. oto on:
WYDARZENIA TOWARZYSZĄCE WYSTAWIE
14.04.2012 (sobota), godz. 16 // Oprowadzanie otwarte
Po wystawie Miraż oprowadzi Małgorzata Jędrzejczyk.

17.04.2012 (wtorek), godz. 18 // Miraże i klisze filmowe
„W Zawrocie głowy zagadkowa Kim Novak jako Madeleine/Judy wiedzie zarówno widzów, jak i samą fabułę filmu na manowce, znacząc fałszywy trop niezbadanej tajemnicy kobiecej seksualności i tożsamości. Filmowe opowiadanie podąża śladami Madeleine, prowadząc nas do muzeum, a następnie, w poszukiwaniu odpowiedzi, do zatopionego w książkach historyka sztuki. (…) Jest to znów fałszywy trop, oszustwo”.
[Patricia Mellencamp]

Klatkach Łukasz Jastrubczak wprowadza widzów w Zawrót głowy Alfreda Hitchcocka. Podążając tropem wykonanych przez artystę zdjęć „naśladujących” kadry z tej części filmu, w której główny bohater – Scottie śledzi Madeleine/Judy, widzowie doprowadzeni zostają do galerii sztuki.
Wykład Ewy Opałki będzie próbą kolejnej rekonstrukcji palimpsestycznego układu zależności pomiędzy praktyką artystyczną, w której historia i teoria filmu stają się narzędziem badań immanentnych dla sztuk wizualnych problemów percepcji i ontologii reprezentacji a badaniem specyfiki konkretnych obrazów filmowych, ich penetracji przez obecność i gest artysty.
21.04.2012 (sobota), DO BUNKRA!
godz. 11 // S.Z.T.U.K.A.
Pretekstem do spotkania będzie najnowsza książka Sebastiana Cichockiego o sztuce współczesnej, która została napisana specjalnie dla najmłodszych odbiorców. Warsztaty zorganizowane w nawiązaniu do trwającej w Bunkrze Sztuki wystawy Łukasza Jastrubczaka, zatytułowanej Miraż.
W ramach Małego Klubu Bunkra Sztuki.
godz. 15 // Cliché. Oprowadzanie kuratorskie
Po wystawie Miraż oprowadzą: Ewa Opałka i kuratorzy. Oprowadzanie będzie powtórzeniem fabuły Zawrotu głowy Alfreda Hitchcocka. W wystawę wprowadzi widzów postać Madeleine/Judy, tworząc rodzaj performatywnego, „fałszywego” przewodnika po wystawie, posługując się kliszami filmowymi i psychoanalizą.
godz. 17 // Miraż dj vj set
Sebastian Cichocki i Łukasz Jastrubczak zaprezentują książkę Miraż, nad którą obecnie pracują.
Książka artystyczna jest konceptualną powieścią podróżniczą po Stanach Zjednoczonych, składającą się z obrazów i tekstów powstałych w wyniku swoistego pojedynku na słowo (Sebastian Cichocki) i obraz (Łukasz Jastrubczak). Kiedy artysta odbywał rzeczywistą podróż w przestrzeni, autor tekstu odbywał równolegle wyimaginowany rajd po USA, śladami swoich obsesji, wyobrażeń, zmyśleń, głównie dotyczących bohaterów amerykańskiego land artu i konceptualizmu lat 70.
godz. 19 // Koncert Sebastiana Buczka
Sebastian Buczek to Indiana Jones polskiej antyelektroniki, materiałoznawca. W latach 2000-2002 dynamicznie współpracował z wytwórnią mik.musik.!, w której wydał legendarną już płytę Wabienie Dziewic.
Jego instrumenty i płyty konstruowane są ze szkła, drewna pokrytego pszczelim woskiem i czekolady. Dźwięki, które wytwarza dzięki tym efemerycznym przedmiotom, wydają się istnieć naprawdę i są niczym przeprawa przez dżunglę.
Płyty Sebastiana Buczka z powodu swojej materialnej delikatności rozpuszczają się; pszczoły dokonują ich recyklingu. Płyty czekoladowe zostają zjedzone. Instrumenty, które konstruuje to m.in: plastikowy, biały saksofon z ruchomą tubą niczym paszcza żarłacza, ciche pudełka z obciążnikami z marchewek, różne wiatraczkopodobne audio-helikoptery lub inne przybory z wykorzystaniem wody. Obecnie pracuje nad odwzorowaniem ludzkiego gardła, czyli instrumentem, który ma gardło, język, usta i śpiewa, a może nawet mówi. Ten akustyczny syntezator mowy, sztuczne gardło, doczekał się jak dotąd prymitywnego prototypu z plasteliny.
Podczas swoich koncertów Buczek występuje wraz z mechanicznie sterowanym manekinem, o imieniu Jan, który rytmicznie porusza grzechotką albo uderza pałeczką w dzwonek lub bęben.

24.04.2012 (wtorek), godz. 18 // Pejzaż po konceptualizmie
Punktem wyjścia wykładu Wojciecha Szymańskiego jest wspólny projekt Łukasza Jastrubczaka i Sebastiana Cichockiego zatytułowany Miraż. W czasie wykładu zaprezentowane zostaną zmiany, które zaszły w rozumieniu i percypowaniu malowniczości i rejestracji pejzażu w sztuce od lat 60.

Wojciech Szymański. Historyk i krytyk sztuki, kurator, historyk filozofii. Wykłada w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Wydział Grafiki) oraz w Instytucie Historii Sztuki UJ. Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA.
28.04.2012 (sobota), godz. 16 // Oprowadzanie otwarte
Po wystawie Miraż oprowadzi Aneta Rostkowska

MIRAŻ Z PRZEWODNIKIEM
Chcesz dowiedzieć się więcej na temat wystaw prezentowanych w Bunkrze? Nie wystarcza Ci samodzielny spacer po salach wystawowych? Chcesz spędzić czas w interesujący sposób? Zapraszamy na zwiedzanie wystawy w towarzystwie przewodnika!
Czas oprowadzania: 45-60 minut. Minimalna liczba uczestników: 5 osób.
Możliwe są także oprowadzania w języku angielskim, francuskim, niemieckim i włoskim.

Warsztaty dla młodzieży licealnej // Sztuka znikania
Twórczość Łukasza Jastrubczaka obrazuje jego zainteresowanie artystycznymi założeniami historycznej awangardy i neoawangardy oraz zdradza jego fascynację językiem formalnym filmu, tworzeniem filmowych iluzji w świecie rzeczywistym. Film pełni w twórczości artysty szczególną rolę, z jednej strony będąc tematem i tworzywem artystycznym, z drugiej stanowiąc narzędzie, za pomocą którego jego efemeryczne prace mogą zostać utrwalone. W trakcie warsztatów, których celem będzie refleksja nad niejednoznaczną pozycją filmu w twórczości Łukasza Jastrubczaka, uczestnicy będą mieli okazję przyjrzeć się problemowi utrwalania tego rodzaju działań artystycznych.
Prowadzenie: Małgorzata Jędrzejczyk

Warsztaty dla dzieci // Poszukiwacze skarbów
Zapraszamy zorganizowane grupy (minimum 10 osób) przedszkolaków, uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych na interaktywne oprowadzanie po wystawie Łukasza Jastrubczaka Miraż.
Zapraszamy dzieci na spotkanie ze śpiącym kowbojem i wróżką Morganą Le Fay. Wspólnie wyruszymy w podróż w czasie, od której niejednokrotnie zakręci nam się w głowach, poznamy tajniki perspektywy, odnajdziemy najcenniejsze skarby i stworzymy mapę naszej wyprawy. Dobra zabawa gwarantowana!
Prowadzenie: Karolina Vyšata




Pobyt w Krakowie jak zwykle wiąże się z odwiedzinami znajomych i przyjaciół. Odwiedziłem Agnieszkę Polską i Tomka Kowalskiego, Agnieszka pokazała mi swój najnowszy film pt „Włosy”(a w zasadzie jego połowę, gdyż druga jeszcze nie powstała), dzieło powstało w Indiach. Niebawem Agnieszka dokręci część, której akcja będzie się działa w Polsce. Mimo tego, że już na dobre zrezygnowałem z aktorstwa Agnieszka zaproponowała abym w tym filmie wystąpił. Jestem bardzo dumny z powodu tej propozycji, oraz mam pewne obawy czy aby nie zepsuje tego filmu.
Spotkałem Ewę Małgorzatę Tatar, która jak zwykle tryskała humorem i ciętym, inteligentym dowcipem. Ewa twierdzi, że uprawia boks. Nie wiem czy to prawda, ale chyba prawda. Spotkałem tez Dominika Kuryłka, z którym umawiałem się na koszykówkę, ale nie przyszedł. Trzykrotnie dziś widziałem Romka Dziadkiewicza i Karolinę Więckowską. Byłem na późnowieczornym spacerze nad Wisła z Rafałem Bujnowskim. Odbyłem też bardzo ciekawą rozmowę na temat modernistycznej plastyki z Kają która prowadzi nową i fajną galerię New Roman na Podgórzu. Widziałem też Andrzeja Starmacha, którego galeria znajduję się w tej samej dzielnicy, nigdy nie poznałem Andrzeja Starmacha, więc nie przywitałem się nawet. W Krakowie zawsze jest fajnie.



Niebawem w Galerii Pies odbędzie się wystawa krakowskiego artysty Adama Rzepeckiego. Adam pracuje jako fotograf w Instytucie Historii Sztuki (na którego dziedzińcu znajduje się duma instytutu – rzeźba Igora Mitoraja – najwybitniejszego ucznia Kantora). Dziś na spotkanie z nim zabrałem Kasię Nalezińska, która będzie doprecyzowywać inwentaryzację prac Adama z lat 70tych i 80tych.



Oto jedna z prac Adama, wybrałem ją nieprzypadkowo, przestawia w końcu Kościół Mariacki. Wszystko co jest napisane na tym afiszu jest prawdą. Radio transmitowało na cały kraj wystrzał z okazji rocznicy powstania kabaretu Voltaire. Adam wszedł dach kamienicy znajdującej się najbliżej Mariackiego i w chwili gdy hejnalista grał swój hejnał (transmitowany na żywo) wystrzelił z pistoletu kapiszonowego. Kto chciał ten słyszał.

czwartek, 8 marca 2012

LUCCIOLA

Już jutro (czyli w piątek) otwarcie wystawy Łukasz Jastrubczaka zatytułowej Lucciola. W galerii trwają prace przygotowawcze, ale zdążymy.
 więcej o wystawie można przeczytac tu

środa, 7 marca 2012

znowu wycieczka

Jakiś czas temu miałem okazję być współkuratorem (wraz z Ewą Łączyńską Widz - dyrektorem BWA Tarnów) wystawy Jana Głuszaka Dagaramy "Z Trudu Słońca". Wystawa ta, zamykała niemal dwuletni projekt Tarnów. 1000 lat nowoczesności (niebawem dostępny będzie katalog obszernie opisujący wszystko, co zdarzyło się w ramach naszego projektu oraz książka Tarnów. 1000 years of modernity dla tych którzy wolą czytać po angielsku).
Oto zdjęcie z wystawy w autorstwa Mateusza Sadowskiego.


Wystawa odbyła się w Instytucie Awangardy, którym to instytutem opiekuję się Fundacja Galerii Foksal.  Montaż ekspozycji trwał prawie tydzień, choć wcale nie musiał trwać tak długo, ale była to znakomita okazja, aby poobcować z przemiłą załogą tej instytucji. Wszyscy byli bardzo zaangażowani i staranni, do tego, szczególnie pracujące tam dziewczyny, bardzo dla mnie mili.

Wystawa się skończyła, a ja, jako współkurator, zdeklarowałem się, że zwrócę pracę w miejsce z którego były wypożyczone, czyli (w przeważającej część) do Muzeum Architektury we Wrocławiu.

Jako, że w dalszym ciągu nie posiadam samochodu, ani prawa jazdy żadnej kategorii, poprosiłem dr Mikołaja Iwańskiego o przysługę. Mikołaj jak zwykle się zgodził, choć, wcześniej jeździł ze mną jako magister.  Teraz jako świeżo upieczony doktor ekonomii jeździ lepiej, wlaliśmy też lepszą ropę (co w konsekwencji okazało się dużym błędem, ale o tym później).

Podróż zaczęła się w Poznaniu. Kto zna Poznań, ten wie, jak miło jest wyjechać z tego miasta o tej porze roku.

Postanowiliśmy przyjąć wycieczkowe tempo, w drodze do Warszawy odwiedziliśmy Konin, który jest wyjątkowo piękny wiosną. W Koninie mieszka Monika Marciniak, asystentka galerii. Odwiedziliśmy ją w domu rodzinnym a potem zjedliśmy obiad w Sfinksie - jedynej restauracji w Koninie. Później pojechaliśmy do Łodzi.

W Łodzi mieszka Martyna Sztaba. Martyna prowadziła kiedyś wydawnictwo Ha!art, a później galerię Delikatesy w Krakowie. Porzuciła jednak Kraków na rzecz wyjątkowo pięknej wiosną Łodzi. Pracuję tam w Muzeum Sztuki i studiuje coś na filmówce. Bardzo jest zadowolona, ponoć ma nawet stypendium naukowe.

Bardzo tęsknie za Martyną, tak rzadko się widujemy, że postanowiłem zrobić sobie z nią zdjęcie.
oto ono:
Martyna i sympatyczna pyza w czapce.
 W Łodzi znaleźliśmy bardzo interesującą rzeźbę miejską "Drzewo Solidarności". Autorem tejże jest Jacek Ojrzanowski. Rzeźba cieszy się szczególna popularnością w kręgu złomiarzy, choć ci nie potrafili jej jeszcze skonsumować.



Po wyjeździe z Łodzi spotkaliśmy inny przykład kontrowersyjnej ingerencji w przestrzeń publiczną. Przydrożny krzyż, w którego ramiona w fantazyjny sposób wkomponowane są trzy święcące kule. Krzyż podłączony jest do prądu bezpośrednio ze słupa. Zastanawiam się czy krzyż podłączony jest na lewo, czy ma swój odlicznik, a może jest oficjalnie lampą uliczną.


na tym zdjęciu wyraźnie widać skąd idzie kabel.

W Warszawie odebraliśmy prace z Fundacji. Zobaczyłem też wystawę Juliana Jakuba Ziółkowskiego, która aż tak bardzo mi się nie podobała. Z dalszej części wycieczki nie mam żadnych zdjęć, więc będę to wszystko opisywał w jak najżywszy sposób.

Spaliśmy u Marii Kozłowskiej, która już nie pierwszy raz przygarnia mnie do siebie podczas moich podróży do pięknej wczesną wiosną stolicy. Maria jest moją koleżanką z okresu nastoletniego, mimo tego, że chodziła do innego liceum w Zielonej Górze i jest dwa lata młodsza, przyjaźniliśmy się. Mieszka w bardzo ładnym domu, w tym samym, w którym kiedyś mieszkała słynna polska pisarka Dorota Masłowska. Naprawilem jej dolnopłuk (Marii nie Dorocie Masłowskiej), bo cały czas leciała woda.

Spotkaliśmy się też z Pauliną Wrocławską, która prowadzi bardzo interesujące czasopismo dwutygodnik.com  Paulina jest bardzo miła, super bystra i do tego ładna, więc jak spotykam ją gdzieś w Warszawie to bardzo się cieszę. Poszliśmy do bardzo popularnego w Warszawie lokalu Plan B. Później Paulina zaprosiła nas do domu na kolację. Ponoć teraz w Warszawie je się już tylko dobre rzeczy z drogich sklepów. Zjedliśmy pasztet, szynkę, kiełbasę i serek (ewidentnie z drogiego sklepu).

Po 4 godzinach snu, o 5:20 rano, wyjechaliśmy do Wrocławia. O 7.00 zjedliśmy śniadanie w góralskiej knajpie przydrożnej. Mikołaj zjadł cepeliny (obrzydliwe kluski z mięsem w środku) a ja zjadłem jajecznice na boczku z 4 jajek. Wszystko było obrzydliwe i z pewnością nie pochodziło z drogiego sklepu ze stolicy.

o 14.10 byliśmy pod Muzeum Architektury. Oddaliśmy prace (po oględzinach pani, która opiekuję się zbiorami) i poszliśmy oglądać ekspozycję (udało się wejść bez biletów).

o 19.20 byliśmy w Poznaniu. Mikołaj zaprosił mnie jeszcze na obiad. Podróż w Warszawie niewiele nas nauczyła, poszliśmy na zakupy do biedronki (w której okazało się, że nie mam gotówki, a kartą nie można płacić). Mikołaj kupił schab oraz 5 kilogramowy worek frytek. Mikołaj odżywia się niezdrowo, dużo gorzej niż ja i o wiele gorzej niż Paulina Wrocławska. Codziennie je frytki, używa dużo tłuszczów nasyconych, w jego diecie brakuje warzyw i owoców. Mówię mu: "Mikołaj, musisz zmienić nawyki żywieniowe", ale on nic.

Z drugiej strony, nagła zmiana diety, wcale nie musi wyjść na dobre. Tak jak pisałem, wlaliśmy do Mercedesa Mikołaja lepszą ropę. Mercedes rzeczywiście jechał lepiej, rozpędził się nawet do 90tki, niestety, parę dni po powrocie okazało się, że sie popsuł. Lepsza ropa ma w sobie środek, który czyści bak oraz te wszystkie rury. Rozrzedziła zalegającą na dnie zbiornika gęstą zawiesinę, która to zapchała wylot paliwa. Teraz Mercedes Mikołaja ma nowy bak, stary poszedł w rozliczeniu.

niedziela, 4 marca 2012

prawdziwe urodziny psa.

4 marca 2005 roku ruszyła Galeria Pies. Co prawda urodziny obchodzimy 4 lutego, jest to wynik pomyłki, z niejasnych przyczyn 4 urodziny (pierwsze, ktore obchodzi galeria) odbyły się właśnie 4 lutego i tak już zostało. Na błąd w dacie zwrócił uwagę Seweryn Swacha, który był pierwszym artystą prezentującym się w Psie.
oto obraz Seweryna z tego heroicznego okresu:
Seweryn Swacha, Myszki, 2003, olej na płótnie (wymiarów nie pamiętam, ale duży)
A to zdjęcia autorstwa Basi Kaniewskiej z imprezy inaugurującej (w ramach której odbył się koncert Konrada Smoleńskiego na psie).
Z Piotrem Kowalskim, który w kwietniu 2005 roku zrealizował w Psie jedną z moich ulubionych wystaw, o czym mozna przeczytać tu
Radek 

Basia Bańda pije alkohol

Jagna

Konrad Smoleński gra na Psie

Seweryn Swacha uczestniczący w bójce

Galerię Pies, o czym może nie wszyscy wiedza, zakładały trzy osoby. Jagna Dąbrowska (wówczas studentka Historii Sztuki), Radek Gajewski (który studiował rzeźbę) i ja, czyli Dawid Radziszewski, byłem wtedy pierwszy raz na drugim roku Histori Sztuki. Radek po drugiej wystawie wyszedł po fajki i nie wrócił (później odnalazł się w Bolesławcu, gdzie prowadził Galeria Długą, zrobiliśmy tam wystawę Magdy Starskiej w 2008 roku). Jagna współtworzyła galerię przez ponad rok, poźniej, na skutek konfliktów i ogólnego zmęczenia współprowadzącym zdecydowała o odejściu.

Dawno nie widziałem Radka, ostatnio chyba przy okazji wspomnianej wystawy Starskiej, z Jagną nie rozmawiamy od dawna. Myślę o nich 4 marca co roku i próbuję w sobie znaleźć ten entuzjazm, który mieliśmy na samym początku.

Siódmy jubileusz to żaden jubileusz, ani to okrągła data, ani nic. Nadchodzi ósmy rok podróży Psa (jeden rok życia człowieka to siedem dla psa, przy czym pierwsze dwa liczą się podwójnie).
Osemka, gdy ją przerwócimy, staje się znakiem nieskończoności. Z tą niepokojącą myślą zostawiam Was wszystkich.

ps: a to zdjęcia z 7. urodzin i otwarcie Salonu Ogon na strychu psa:





SALON OGON


poniedziałek, 5 grudnia 2011

dziwne rozmowy.

W internetowej wersji Art&B. (a być może nawet i w papierowej) można znaleźć bardzo interesującą rozmowę z Pawłem Makowskim. Rozmowę przeprowadza nie kto inny, tylko Andy Warhol (tym razem pod pseudonimem Jarosław Mikołaj Skoczeń). link jest tu

Paweł Makowski i Andy Warhol, zródło: www.artbiznes.pl
Pan Paweł, sympatyczny 30lat,  porzucił rynek farmaceutyczny na rzecz rynku sztuki. Rozmowa jest dość długa i momentami jałowa a w całości wyjątkowo debilna. Jednak, mimo tych kilku mankamentów  warto ją przeczytać. Dowiadujemy się z niej np, że:

- zdobycia stopnia naukowego (doktorat) wiąże się z siedzeniem w bibliotece przez pół roku
- bohater wywiadu jak i ankieter mają na myśli "sztukę nowoczesną, tworzoną współcześnie"
- Anna Szprynger to wybitna artystka młodego wieku, której prace wiszą w (jakimś) muzeum w Berlinie
- oraz, że Stanisław Młodożeniec, Jakub Słomkowski, Katarzyna Smaga  to znani, cenieni polscy artyści, z dużym dorobkiem. 
- oraz, że prace tej trójki nie są "pokazywane ani promowane"


a teraz filozofia sprzedaży:
- na początku:  "obraz, który kosztuje na przykład 30 tysięcy złotych, nasi klienci mogą wziąć go u nas w leasing."
-potem:  " Możesz zapłacić u nas 1 200 zł miesięcznie za dzieło warte około 40 tysięcy złotych i już obcować z tym dziełem, cieszyć się nim. Ono jest u Ciebie w aktywach…"
- i na koniec:   "Po roku okazuje się, że kupiłeś je za 30 tysięcy, a teraz kosztuje 50 tysięcy złotych, już zarobiłeś i nie musisz wydawać całości tych pieniędzy. W ten sposób powstał instrument do inwestowania."

z innych ciekawostek:
-"Prasa nie umiera, ona się tylko przesuwa"
- "W przypadku „Art & Business” chcemy do końca 2011 roku osiągnąć nakład w liczbie 60–70 tysięcy egzemplarzy."

A tak na poważnie.  Być może, tak naprawdę chodzi o to, żeby zarobić nie na sprzedaży prac, tylko na emisji akcji (AH jest notowane na niższym parkiecie).  Dziwne jest to (a może w sumie nie dziwne), że sprawę firmuję m.in Bogusław Deptuła - krytyk sztuki znany z telewizji. Dziwne jest tez to, że w grupie wyjątkowo nieciekawych artystów AH jest dwu, którzy tam nie pasują. Andrzej Cisowski, nie najgorszy malarz, który wcześniej, z tego co pamiętam, związany był z galerię Lokal 30, oraz Szymon Artur Urbański, który był ważnym (choć dziś chyba zupełnie zapomnianym) malarzem w latach 80tych.

ps: ostatnio dostałem na mój prywatny adres email reklamę AH z takim oto filmem:
i teraz nie wiem, co u diabła znaczy haslo: "Zbuduj z Nami najcenniejsze wspomnienia dla swoich pokoleń"



pps: Równie ciekawy wywiad z Maciejem Orłosiem zatytułowany: " Maciej Orłoś - Kolekcjoner sztuki" link jest tu

oto jego fragment:


Czy posiada Pan swoją prywatną kolekcjędzieł sztuki?
MO: Tak, i to ogromną – są to rysunkii malunki moich dzieci! A jeśli chodzio dzieła profesjonalistów, to niestety niemam. Wisi u mnie w domu abstrakcyjny obraz polskiego malarza okresu międzywojennego (nazwiska nie znam) oraz niespecjalnie wartościowy obraz nieznanego malarza, który kupiłem będąc we Francji.Mam również fragment dzieła EdwardaDwurnika, który zakupiłem na aukcji charytatywnej.



czwartek, 24 listopada 2011

Andrzej Szpindler

Bieżący sezon wystawienniczy zaowocuje licznymi odwiedzinami zaprzyjaźnionych galerii. Rozpoczynamy od krakowskie spółdzielni Goldex Poldex. Zaproszony Goldex zaprosił Andrzeja Szpindlera, legendarnego w pewnych kręgach literata i artystę. 

otwarcie wystawy Rury to my, znaczy my - czyli sympatia 
już w poniedziałek 28 listopada o godzinie 19.00
zapraszamy 


czwartek, 13 października 2011

Fibak

Na uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu rozpoczął się kolejny rok akademicki. Z dobrze poinformowanego źródła wiem, że na wykład inauguracyjny próbowano zaprosić Irenę Szewińską albo Noriaki Kasai. Niestety Pani Irena, ani pan Kasai  nie mogli przyjechać przygnieceni codziennymi obowiązkami. W końcu padło na Wojciecha Fibaka, który akurat przypadkowo przechodził ulicą. Zaskoczony pan Wojciech, skoczył do domu rodzinnego po katalogi i niemal punktualnie rozpoczął swój wykład. Oto fragment początku.

W lokalnej prasie Pani Iwona Torbicka pisze, że jej się nie podobało. Pisze też o satysfakcji jaką osiąga, gdy słyszy odmienione przez przypadki nazwisko "Jan Berdyszak" (dla osób, które czytają tego bloga i nie pochodzą z Poznania - Jan Berdyszak to artysta i wieloletni pedagog naszej szkoły).

czwartek, 6 października 2011

obieg

na obiegu recenzja wystawy w Tarnowie, bardzo inteligentnie autor dostrzega wszystkie plusy wystawy. coż.
http://obieg.pl/prezentacje/22559

czekamy na recenzje w Arteonie, ponoć, już tak bardzo się nie podobało.

wtorek, 20 września 2011

NOWY DYREKTOR TARNOWSKIEGO BWA!!!

Przez kilka ostatnich dni żyłem w napięciu w oczekiwaniu na wyniki konkursu na stanowisko dyrektora tarnowskiego BWA.Faworyt jasnej strony mocy - Ewa Łączyńska -Widz (która do tej pory była P.O. dyrektora) konkurowała z Romanem Fleszarem, członkiem ZPAP, lokalnym plastykiem. Prace Pana Romana można zobaczyć tu.

Ewa wygrała w cuglach, informacja nie jest jeszcze oficjalna, ale z pewnego źródła. Nominacja czeka na podpis prezydenta miasta (choć to czysta formalność).

Bardzo się cieszę i gratuluje Ewie, jest najmłodszym dyrektorem tego typu placówki w naszym kraju. Pani dyrektor skończyła historie sztuki (ze świetnymi wynikami) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach rozpoczęła prace w BWA, zrealizowała tam dwie edycje "Alfabetu Polskiego" - cyklu spotkań i wystaw z najważniejszymi artystami polskiej sztuki współczesnej (obie edycje zakończone wspaniałymi publikacjami). Jest współredaktorką książki Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Zna angielski, jest bardzo oczytana i wszyscy ją lubią. Wykazuje się też niesamowitą wręcz cierpliwością.

Ewa Łączyńska - Widz, dyrektor BWA w Tarnowie.

Na pocieszenie, tym, którzy kibicowali Romanowi Fleszarowi, dedykują taką oto piosenkę:

goście, goście

Miniony weekend przyniósł wizyty dostojnych i miłych gości.
W piątek tarnowskie BWA odwiedził minister Zdrojewski. Oto zdjęcie dokumentujące ten dostojny moment:

















wczoraj był minister skarbu Aleksander Grad (ale nie dostałem jeszcze zdjęcia).
a między tymi wizytami przyjechała Monika Sosnowska i Wilhelm Sasnal, jedyni uczestnicy wystawy Tarnów. 1000 lat nowoczesności, którzy dotychczas jej nie widzieli.
od lewej Wilhelm (t), Anka (t), Mateusz, Kasia (t), Monika, Marcin, Ewa (t) literka "t" symbolizuje Tarnów jako miejsce urodzenia! Autor bloga nie urodził się w Tarnowie, tylko w Zielonej Górze, więc przy nazwisku miałby (zg). Bardzo tęskni za swoim rodzinnym miastem, zwłaszcza, że tegoroczne winobranie przeszło mu kolo nosa.

poniedziałek, 12 września 2011

100 lat dla ZPAP

przekrój nory



Dziś wyjątkowy wpis - w formie nagrania audio. po odsłuchaniu należy obejrzeć film
aby wysłuchać nagrania, proszę kliknąć TU














sobota, 10 września 2011

koniec marzeń o Sopocie

zdjęcie z wernisażu wystawy Georgas Braque Metamorfozy w PGS













Nie mam cały czas zdjęć z dokumentacją prac z Tarnowa. Zresztą, nie może być za lekko, kto chce zobaczyć wystawę, musi zadać sobie trud i wybrać się do tego przedziwnego miasta.

Kilka miesięcy temu opisywałem wystawę Brudna Woda w PGS Sopot. Celem mojej wizyty w mieście Jarosława Kubiaka była nie tylko chęć zobaczenie (i opisania) wystawy, chciałem zanurzyć na 20 sekund stopy w Morzu Bałtyckim oraz porozmawiać z dyrektorem (a w zasadzie z jego asystentką) na temat możliwości zorganizowania wystawy w PGS.

No i  chyba nic z tego nie wyjdzie, muszę przyznać, że Sopocianie nie zasypali mnie lawiną propozycji. Idea darmowych wakacji w Sopocie pod pozorem organizacji wystawy upadła.
I w sumie nie ma co żałować, bo i tak, po tym co zobaczyłem na stronie (a o czym powiedzieli mi znajomi z Krakowa, których pozdrawiam) nie można tam robić wystaw. Mówie to z bólem, bo program tej galerii miał jaśniejsze momenty, a za ewentualną współpracą idzie ponoć niezłe honorarium i nocleg w brzydkim, ale wygodnym hotelu Sheraton.

Sytuacja wygląda tak, że pewien gość kupił grafiki Georgas'a Braque'a z prawem do ich reprodukowania.
Grafika zawiera również, znajdujący się w polu obrazowym, podpis artysty - który również można reprodukować. Ten gość, który pewnie jest złym i chciwym człowiekiem, zaczął robić takie "warianty" tych kilku prac - mamy więc biżuteria a'la grafika Braque'q, wazony, makatki. Potem poszedł (to moja rekonstrukcja zdarzeń) do dyrektora galerii, który jest człowiekiem z ulicy niezorientowanym w zagadnieniach sztuki współczesnej i wcisnął mu tę wystawę. Na stronie galerii bezwstydnie piszą "Wystawa „Metamorfozy” będzie jednym z ważniejszych wydarzeń wystawienniczych w Polsce w 2011 roku." :)

tak to jest opisane na stronie galerii TU

Prawie wszystko ponoć można kupić (w galerii dostępna jest lista cen).
oto zdjęcia, jak nie zobaczycie to nie uwierzycie. TU

Wystawa jest na "Poziomie 1" galerii PGS można oglądać ją do 18 września.
(a tak na marginesie, w PGS jest też "Poziom 0", czy komukolwiek byłoby miło mieć wystawę na "Poziomie 0"?

niedziela, 4 września 2011

już po.

Przeżywam właśnie depresję powystawową - jest to częsta przypadłość wśród kuratorów. Z tego powodu nie chce mi się jeszcze, w sposób jak zwykle zabawny i elokwentny, opisywać zmagań sztuki z życiem.

Niebawem,  gdy spłyną wszystkie zdjęcia zamieszczę relację.

Mój dwumiesięczny pobyt w Tarnowie i Mościcach właśnie się skończył. Ostatni etap tysiącletniej podróży odbył się w balonie. Wylądowałem w zupełnie innym miejscu. adieu.