czwartek, 8 marca 2012

LUCCIOLA

Już jutro (czyli w piątek) otwarcie wystawy Łukasz Jastrubczaka zatytułowej Lucciola. W galerii trwają prace przygotowawcze, ale zdążymy.
 więcej o wystawie można przeczytac tu

środa, 7 marca 2012

znowu wycieczka

Jakiś czas temu miałem okazję być współkuratorem (wraz z Ewą Łączyńską Widz - dyrektorem BWA Tarnów) wystawy Jana Głuszaka Dagaramy "Z Trudu Słońca". Wystawa ta, zamykała niemal dwuletni projekt Tarnów. 1000 lat nowoczesności (niebawem dostępny będzie katalog obszernie opisujący wszystko, co zdarzyło się w ramach naszego projektu oraz książka Tarnów. 1000 years of modernity dla tych którzy wolą czytać po angielsku).
Oto zdjęcie z wystawy w autorstwa Mateusza Sadowskiego.


Wystawa odbyła się w Instytucie Awangardy, którym to instytutem opiekuję się Fundacja Galerii Foksal.  Montaż ekspozycji trwał prawie tydzień, choć wcale nie musiał trwać tak długo, ale była to znakomita okazja, aby poobcować z przemiłą załogą tej instytucji. Wszyscy byli bardzo zaangażowani i staranni, do tego, szczególnie pracujące tam dziewczyny, bardzo dla mnie mili.

Wystawa się skończyła, a ja, jako współkurator, zdeklarowałem się, że zwrócę pracę w miejsce z którego były wypożyczone, czyli (w przeważającej część) do Muzeum Architektury we Wrocławiu.

Jako, że w dalszym ciągu nie posiadam samochodu, ani prawa jazdy żadnej kategorii, poprosiłem dr Mikołaja Iwańskiego o przysługę. Mikołaj jak zwykle się zgodził, choć, wcześniej jeździł ze mną jako magister.  Teraz jako świeżo upieczony doktor ekonomii jeździ lepiej, wlaliśmy też lepszą ropę (co w konsekwencji okazało się dużym błędem, ale o tym później).

Podróż zaczęła się w Poznaniu. Kto zna Poznań, ten wie, jak miło jest wyjechać z tego miasta o tej porze roku.

Postanowiliśmy przyjąć wycieczkowe tempo, w drodze do Warszawy odwiedziliśmy Konin, który jest wyjątkowo piękny wiosną. W Koninie mieszka Monika Marciniak, asystentka galerii. Odwiedziliśmy ją w domu rodzinnym a potem zjedliśmy obiad w Sfinksie - jedynej restauracji w Koninie. Później pojechaliśmy do Łodzi.

W Łodzi mieszka Martyna Sztaba. Martyna prowadziła kiedyś wydawnictwo Ha!art, a później galerię Delikatesy w Krakowie. Porzuciła jednak Kraków na rzecz wyjątkowo pięknej wiosną Łodzi. Pracuję tam w Muzeum Sztuki i studiuje coś na filmówce. Bardzo jest zadowolona, ponoć ma nawet stypendium naukowe.

Bardzo tęsknie za Martyną, tak rzadko się widujemy, że postanowiłem zrobić sobie z nią zdjęcie.
oto ono:
Martyna i sympatyczna pyza w czapce.
 W Łodzi znaleźliśmy bardzo interesującą rzeźbę miejską "Drzewo Solidarności". Autorem tejże jest Jacek Ojrzanowski. Rzeźba cieszy się szczególna popularnością w kręgu złomiarzy, choć ci nie potrafili jej jeszcze skonsumować.



Po wyjeździe z Łodzi spotkaliśmy inny przykład kontrowersyjnej ingerencji w przestrzeń publiczną. Przydrożny krzyż, w którego ramiona w fantazyjny sposób wkomponowane są trzy święcące kule. Krzyż podłączony jest do prądu bezpośrednio ze słupa. Zastanawiam się czy krzyż podłączony jest na lewo, czy ma swój odlicznik, a może jest oficjalnie lampą uliczną.


na tym zdjęciu wyraźnie widać skąd idzie kabel.

W Warszawie odebraliśmy prace z Fundacji. Zobaczyłem też wystawę Juliana Jakuba Ziółkowskiego, która aż tak bardzo mi się nie podobała. Z dalszej części wycieczki nie mam żadnych zdjęć, więc będę to wszystko opisywał w jak najżywszy sposób.

Spaliśmy u Marii Kozłowskiej, która już nie pierwszy raz przygarnia mnie do siebie podczas moich podróży do pięknej wczesną wiosną stolicy. Maria jest moją koleżanką z okresu nastoletniego, mimo tego, że chodziła do innego liceum w Zielonej Górze i jest dwa lata młodsza, przyjaźniliśmy się. Mieszka w bardzo ładnym domu, w tym samym, w którym kiedyś mieszkała słynna polska pisarka Dorota Masłowska. Naprawilem jej dolnopłuk (Marii nie Dorocie Masłowskiej), bo cały czas leciała woda.

Spotkaliśmy się też z Pauliną Wrocławską, która prowadzi bardzo interesujące czasopismo dwutygodnik.com  Paulina jest bardzo miła, super bystra i do tego ładna, więc jak spotykam ją gdzieś w Warszawie to bardzo się cieszę. Poszliśmy do bardzo popularnego w Warszawie lokalu Plan B. Później Paulina zaprosiła nas do domu na kolację. Ponoć teraz w Warszawie je się już tylko dobre rzeczy z drogich sklepów. Zjedliśmy pasztet, szynkę, kiełbasę i serek (ewidentnie z drogiego sklepu).

Po 4 godzinach snu, o 5:20 rano, wyjechaliśmy do Wrocławia. O 7.00 zjedliśmy śniadanie w góralskiej knajpie przydrożnej. Mikołaj zjadł cepeliny (obrzydliwe kluski z mięsem w środku) a ja zjadłem jajecznice na boczku z 4 jajek. Wszystko było obrzydliwe i z pewnością nie pochodziło z drogiego sklepu ze stolicy.

o 14.10 byliśmy pod Muzeum Architektury. Oddaliśmy prace (po oględzinach pani, która opiekuję się zbiorami) i poszliśmy oglądać ekspozycję (udało się wejść bez biletów).

o 19.20 byliśmy w Poznaniu. Mikołaj zaprosił mnie jeszcze na obiad. Podróż w Warszawie niewiele nas nauczyła, poszliśmy na zakupy do biedronki (w której okazało się, że nie mam gotówki, a kartą nie można płacić). Mikołaj kupił schab oraz 5 kilogramowy worek frytek. Mikołaj odżywia się niezdrowo, dużo gorzej niż ja i o wiele gorzej niż Paulina Wrocławska. Codziennie je frytki, używa dużo tłuszczów nasyconych, w jego diecie brakuje warzyw i owoców. Mówię mu: "Mikołaj, musisz zmienić nawyki żywieniowe", ale on nic.

Z drugiej strony, nagła zmiana diety, wcale nie musi wyjść na dobre. Tak jak pisałem, wlaliśmy do Mercedesa Mikołaja lepszą ropę. Mercedes rzeczywiście jechał lepiej, rozpędził się nawet do 90tki, niestety, parę dni po powrocie okazało się, że sie popsuł. Lepsza ropa ma w sobie środek, który czyści bak oraz te wszystkie rury. Rozrzedziła zalegającą na dnie zbiornika gęstą zawiesinę, która to zapchała wylot paliwa. Teraz Mercedes Mikołaja ma nowy bak, stary poszedł w rozliczeniu.

niedziela, 4 marca 2012

prawdziwe urodziny psa.

4 marca 2005 roku ruszyła Galeria Pies. Co prawda urodziny obchodzimy 4 lutego, jest to wynik pomyłki, z niejasnych przyczyn 4 urodziny (pierwsze, ktore obchodzi galeria) odbyły się właśnie 4 lutego i tak już zostało. Na błąd w dacie zwrócił uwagę Seweryn Swacha, który był pierwszym artystą prezentującym się w Psie.
oto obraz Seweryna z tego heroicznego okresu:
Seweryn Swacha, Myszki, 2003, olej na płótnie (wymiarów nie pamiętam, ale duży)
A to zdjęcia autorstwa Basi Kaniewskiej z imprezy inaugurującej (w ramach której odbył się koncert Konrada Smoleńskiego na psie).
Z Piotrem Kowalskim, który w kwietniu 2005 roku zrealizował w Psie jedną z moich ulubionych wystaw, o czym mozna przeczytać tu
Radek 

Basia Bańda pije alkohol

Jagna

Konrad Smoleński gra na Psie

Seweryn Swacha uczestniczący w bójce

Galerię Pies, o czym może nie wszyscy wiedza, zakładały trzy osoby. Jagna Dąbrowska (wówczas studentka Historii Sztuki), Radek Gajewski (który studiował rzeźbę) i ja, czyli Dawid Radziszewski, byłem wtedy pierwszy raz na drugim roku Histori Sztuki. Radek po drugiej wystawie wyszedł po fajki i nie wrócił (później odnalazł się w Bolesławcu, gdzie prowadził Galeria Długą, zrobiliśmy tam wystawę Magdy Starskiej w 2008 roku). Jagna współtworzyła galerię przez ponad rok, poźniej, na skutek konfliktów i ogólnego zmęczenia współprowadzącym zdecydowała o odejściu.

Dawno nie widziałem Radka, ostatnio chyba przy okazji wspomnianej wystawy Starskiej, z Jagną nie rozmawiamy od dawna. Myślę o nich 4 marca co roku i próbuję w sobie znaleźć ten entuzjazm, który mieliśmy na samym początku.

Siódmy jubileusz to żaden jubileusz, ani to okrągła data, ani nic. Nadchodzi ósmy rok podróży Psa (jeden rok życia człowieka to siedem dla psa, przy czym pierwsze dwa liczą się podwójnie).
Osemka, gdy ją przerwócimy, staje się znakiem nieskończoności. Z tą niepokojącą myślą zostawiam Was wszystkich.

ps: a to zdjęcia z 7. urodzin i otwarcie Salonu Ogon na strychu psa:





SALON OGON


poniedziałek, 5 grudnia 2011

dziwne rozmowy.

W internetowej wersji Art&B. (a być może nawet i w papierowej) można znaleźć bardzo interesującą rozmowę z Pawłem Makowskim. Rozmowę przeprowadza nie kto inny, tylko Andy Warhol (tym razem pod pseudonimem Jarosław Mikołaj Skoczeń). link jest tu

Paweł Makowski i Andy Warhol, zródło: www.artbiznes.pl
Pan Paweł, sympatyczny 30lat,  porzucił rynek farmaceutyczny na rzecz rynku sztuki. Rozmowa jest dość długa i momentami jałowa a w całości wyjątkowo debilna. Jednak, mimo tych kilku mankamentów  warto ją przeczytać. Dowiadujemy się z niej np, że:

- zdobycia stopnia naukowego (doktorat) wiąże się z siedzeniem w bibliotece przez pół roku
- bohater wywiadu jak i ankieter mają na myśli "sztukę nowoczesną, tworzoną współcześnie"
- Anna Szprynger to wybitna artystka młodego wieku, której prace wiszą w (jakimś) muzeum w Berlinie
- oraz, że Stanisław Młodożeniec, Jakub Słomkowski, Katarzyna Smaga  to znani, cenieni polscy artyści, z dużym dorobkiem. 
- oraz, że prace tej trójki nie są "pokazywane ani promowane"


a teraz filozofia sprzedaży:
- na początku:  "obraz, który kosztuje na przykład 30 tysięcy złotych, nasi klienci mogą wziąć go u nas w leasing."
-potem:  " Możesz zapłacić u nas 1 200 zł miesięcznie za dzieło warte około 40 tysięcy złotych i już obcować z tym dziełem, cieszyć się nim. Ono jest u Ciebie w aktywach…"
- i na koniec:   "Po roku okazuje się, że kupiłeś je za 30 tysięcy, a teraz kosztuje 50 tysięcy złotych, już zarobiłeś i nie musisz wydawać całości tych pieniędzy. W ten sposób powstał instrument do inwestowania."

z innych ciekawostek:
-"Prasa nie umiera, ona się tylko przesuwa"
- "W przypadku „Art & Business” chcemy do końca 2011 roku osiągnąć nakład w liczbie 60–70 tysięcy egzemplarzy."

A tak na poważnie.  Być może, tak naprawdę chodzi o to, żeby zarobić nie na sprzedaży prac, tylko na emisji akcji (AH jest notowane na niższym parkiecie).  Dziwne jest to (a może w sumie nie dziwne), że sprawę firmuję m.in Bogusław Deptuła - krytyk sztuki znany z telewizji. Dziwne jest tez to, że w grupie wyjątkowo nieciekawych artystów AH jest dwu, którzy tam nie pasują. Andrzej Cisowski, nie najgorszy malarz, który wcześniej, z tego co pamiętam, związany był z galerię Lokal 30, oraz Szymon Artur Urbański, który był ważnym (choć dziś chyba zupełnie zapomnianym) malarzem w latach 80tych.

ps: ostatnio dostałem na mój prywatny adres email reklamę AH z takim oto filmem:
i teraz nie wiem, co u diabła znaczy haslo: "Zbuduj z Nami najcenniejsze wspomnienia dla swoich pokoleń"



pps: Równie ciekawy wywiad z Maciejem Orłosiem zatytułowany: " Maciej Orłoś - Kolekcjoner sztuki" link jest tu

oto jego fragment:


Czy posiada Pan swoją prywatną kolekcjędzieł sztuki?
MO: Tak, i to ogromną – są to rysunkii malunki moich dzieci! A jeśli chodzio dzieła profesjonalistów, to niestety niemam. Wisi u mnie w domu abstrakcyjny obraz polskiego malarza okresu międzywojennego (nazwiska nie znam) oraz niespecjalnie wartościowy obraz nieznanego malarza, który kupiłem będąc we Francji.Mam również fragment dzieła EdwardaDwurnika, który zakupiłem na aukcji charytatywnej.



czwartek, 24 listopada 2011

Andrzej Szpindler

Bieżący sezon wystawienniczy zaowocuje licznymi odwiedzinami zaprzyjaźnionych galerii. Rozpoczynamy od krakowskie spółdzielni Goldex Poldex. Zaproszony Goldex zaprosił Andrzeja Szpindlera, legendarnego w pewnych kręgach literata i artystę. 

otwarcie wystawy Rury to my, znaczy my - czyli sympatia 
już w poniedziałek 28 listopada o godzinie 19.00
zapraszamy 


czwartek, 13 października 2011

Fibak

Na uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu rozpoczął się kolejny rok akademicki. Z dobrze poinformowanego źródła wiem, że na wykład inauguracyjny próbowano zaprosić Irenę Szewińską albo Noriaki Kasai. Niestety Pani Irena, ani pan Kasai  nie mogli przyjechać przygnieceni codziennymi obowiązkami. W końcu padło na Wojciecha Fibaka, który akurat przypadkowo przechodził ulicą. Zaskoczony pan Wojciech, skoczył do domu rodzinnego po katalogi i niemal punktualnie rozpoczął swój wykład. Oto fragment początku.

W lokalnej prasie Pani Iwona Torbicka pisze, że jej się nie podobało. Pisze też o satysfakcji jaką osiąga, gdy słyszy odmienione przez przypadki nazwisko "Jan Berdyszak" (dla osób, które czytają tego bloga i nie pochodzą z Poznania - Jan Berdyszak to artysta i wieloletni pedagog naszej szkoły).

czwartek, 6 października 2011

obieg

na obiegu recenzja wystawy w Tarnowie, bardzo inteligentnie autor dostrzega wszystkie plusy wystawy. coż.
http://obieg.pl/prezentacje/22559

czekamy na recenzje w Arteonie, ponoć, już tak bardzo się nie podobało.

wtorek, 20 września 2011

NOWY DYREKTOR TARNOWSKIEGO BWA!!!

Przez kilka ostatnich dni żyłem w napięciu w oczekiwaniu na wyniki konkursu na stanowisko dyrektora tarnowskiego BWA.Faworyt jasnej strony mocy - Ewa Łączyńska -Widz (która do tej pory była P.O. dyrektora) konkurowała z Romanem Fleszarem, członkiem ZPAP, lokalnym plastykiem. Prace Pana Romana można zobaczyć tu.

Ewa wygrała w cuglach, informacja nie jest jeszcze oficjalna, ale z pewnego źródła. Nominacja czeka na podpis prezydenta miasta (choć to czysta formalność).

Bardzo się cieszę i gratuluje Ewie, jest najmłodszym dyrektorem tego typu placówki w naszym kraju. Pani dyrektor skończyła historie sztuki (ze świetnymi wynikami) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach rozpoczęła prace w BWA, zrealizowała tam dwie edycje "Alfabetu Polskiego" - cyklu spotkań i wystaw z najważniejszymi artystami polskiej sztuki współczesnej (obie edycje zakończone wspaniałymi publikacjami). Jest współredaktorką książki Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Zna angielski, jest bardzo oczytana i wszyscy ją lubią. Wykazuje się też niesamowitą wręcz cierpliwością.

Ewa Łączyńska - Widz, dyrektor BWA w Tarnowie.

Na pocieszenie, tym, którzy kibicowali Romanowi Fleszarowi, dedykują taką oto piosenkę:

goście, goście

Miniony weekend przyniósł wizyty dostojnych i miłych gości.
W piątek tarnowskie BWA odwiedził minister Zdrojewski. Oto zdjęcie dokumentujące ten dostojny moment:

















wczoraj był minister skarbu Aleksander Grad (ale nie dostałem jeszcze zdjęcia).
a między tymi wizytami przyjechała Monika Sosnowska i Wilhelm Sasnal, jedyni uczestnicy wystawy Tarnów. 1000 lat nowoczesności, którzy dotychczas jej nie widzieli.
od lewej Wilhelm (t), Anka (t), Mateusz, Kasia (t), Monika, Marcin, Ewa (t) literka "t" symbolizuje Tarnów jako miejsce urodzenia! Autor bloga nie urodził się w Tarnowie, tylko w Zielonej Górze, więc przy nazwisku miałby (zg). Bardzo tęskni za swoim rodzinnym miastem, zwłaszcza, że tegoroczne winobranie przeszło mu kolo nosa.

poniedziałek, 12 września 2011

100 lat dla ZPAP

przekrój nory



Dziś wyjątkowy wpis - w formie nagrania audio. po odsłuchaniu należy obejrzeć film
aby wysłuchać nagrania, proszę kliknąć TU














sobota, 10 września 2011

koniec marzeń o Sopocie

zdjęcie z wernisażu wystawy Georgas Braque Metamorfozy w PGS













Nie mam cały czas zdjęć z dokumentacją prac z Tarnowa. Zresztą, nie może być za lekko, kto chce zobaczyć wystawę, musi zadać sobie trud i wybrać się do tego przedziwnego miasta.

Kilka miesięcy temu opisywałem wystawę Brudna Woda w PGS Sopot. Celem mojej wizyty w mieście Jarosława Kubiaka była nie tylko chęć zobaczenie (i opisania) wystawy, chciałem zanurzyć na 20 sekund stopy w Morzu Bałtyckim oraz porozmawiać z dyrektorem (a w zasadzie z jego asystentką) na temat możliwości zorganizowania wystawy w PGS.

No i  chyba nic z tego nie wyjdzie, muszę przyznać, że Sopocianie nie zasypali mnie lawiną propozycji. Idea darmowych wakacji w Sopocie pod pozorem organizacji wystawy upadła.
I w sumie nie ma co żałować, bo i tak, po tym co zobaczyłem na stronie (a o czym powiedzieli mi znajomi z Krakowa, których pozdrawiam) nie można tam robić wystaw. Mówie to z bólem, bo program tej galerii miał jaśniejsze momenty, a za ewentualną współpracą idzie ponoć niezłe honorarium i nocleg w brzydkim, ale wygodnym hotelu Sheraton.

Sytuacja wygląda tak, że pewien gość kupił grafiki Georgas'a Braque'a z prawem do ich reprodukowania.
Grafika zawiera również, znajdujący się w polu obrazowym, podpis artysty - który również można reprodukować. Ten gość, który pewnie jest złym i chciwym człowiekiem, zaczął robić takie "warianty" tych kilku prac - mamy więc biżuteria a'la grafika Braque'q, wazony, makatki. Potem poszedł (to moja rekonstrukcja zdarzeń) do dyrektora galerii, który jest człowiekiem z ulicy niezorientowanym w zagadnieniach sztuki współczesnej i wcisnął mu tę wystawę. Na stronie galerii bezwstydnie piszą "Wystawa „Metamorfozy” będzie jednym z ważniejszych wydarzeń wystawienniczych w Polsce w 2011 roku." :)

tak to jest opisane na stronie galerii TU

Prawie wszystko ponoć można kupić (w galerii dostępna jest lista cen).
oto zdjęcia, jak nie zobaczycie to nie uwierzycie. TU

Wystawa jest na "Poziomie 1" galerii PGS można oglądać ją do 18 września.
(a tak na marginesie, w PGS jest też "Poziom 0", czy komukolwiek byłoby miło mieć wystawę na "Poziomie 0"?

niedziela, 4 września 2011

już po.

Przeżywam właśnie depresję powystawową - jest to częsta przypadłość wśród kuratorów. Z tego powodu nie chce mi się jeszcze, w sposób jak zwykle zabawny i elokwentny, opisywać zmagań sztuki z życiem.

Niebawem,  gdy spłyną wszystkie zdjęcia zamieszczę relację.

Mój dwumiesięczny pobyt w Tarnowie i Mościcach właśnie się skończył. Ostatni etap tysiącletniej podróży odbył się w balonie. Wylądowałem w zupełnie innym miejscu. adieu.




niedziela, 14 sierpnia 2011

komentarze

postanowiłem dodać komentarze. wszystko co chcieliście mi powiedzieć, a z jakiś powodów nie wypadało, może zostać wypowiedziane! i to zupełnie anonimowo .

NIECIECZA RZĄDZI!













projekt trzech stadionów Termaliki Brukbet Nieciecza. przewidywana data oddania obiektu: 2013. Projekt sfinansowany przez Unie Europejską.


Brukbet Nieciecza nie przegał jeszcze w tym sezonie meczu i z 7 punktami jest liderem I ligi. Przypomnę, że Ci sympatyczni piłkarze, zwani przez kibiców innych drużyn dziećmi kukurydzy, graja dla wsi Nieciecza liczącej 726 mieszkańców.

Pasmo sukcesów Niecieczan jest dla nas, tu w oddalonym o 25 kilometrów od stadionu Brukbetu Tarnowie, wielką inspiracją.

Większość czytelników mojego bloga jest w jakiś sposób zaangażowana w projekt Tarnów. 1000 lat nowoczesności, dla pozostałych 7 osób które czytają blogosztuce zapraszam do zapoznania się z programem imprezy na stronie www.tarnow1000.pl


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

zakupy

Wraz z Piotrem Kuklą, zasłużonym pracownikiem tarnowskiego BWA pojechaliśmy do tutejszej castoramy (która w Tarnowie jest od niedawna) po niezbędne narzędzia, których tu ostatnio brakowało. Kupiliśmy wiertarkę, wyrzynarkę, pilarkę, szlifierkę, dalmierz (w kąciku poradnikowym zademonstruje możliwości dalmierza, jak mi się będzie chciało) i trochę drobnych rzeczy.
Czy widzicie co tu jest napisane?















środa, 3 sierpnia 2011

Uwaga Muchozol!

Od kilku tygodni przebywam w Tarnowie. Wraz z Ewą Łączyńską, pracownikami BWA, stażystami i asystentami przygotowujemy wystawę Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Jest już strona internetowa www. tarnow1000.pl.
Bwa w Tarnowie (które jest organizatorem wystawy) znajduje się od kilku miesięcy na dworcu kolejowym. Dworzec został wyremontowany za 100 miliardów nowych złotych, z tego powodu nie wolno wchodzić na niego w brudnym stroju, wbijać gwoździ i generalnie ingerować w jego piękną bryłę architektoniczną z przełomu XIX i XX wieku. Na dworcu grasuje Pan Muchozol - osoba która czuwa nad zachowaniem nieskazitelnego stanu obiektu. Pan Muchozol zasłynął z tego, że obliczył ile kosztuje usunięcie jednej kupy zrobionej przez muchę na znajdującym się wewnątrz żyrandolu (15 zł). Oczywiście nie wolno palić przed dworcem (najbliższe bezpieczne miejsce to schody przed ośrodkiem zdrowia), nie wolno też pozostawiać rowerów w niedozwolonych miejscach. Muchozol wykręca siodełka z takich rowerów. To co zobaczyłem przedwczoraj, to już chyba jednak przesada:


niedziela, 24 lipca 2011

Zniecierpliwieni brakiem wpisów na blogu czytelnicy sami postanowili coś napisać. Krzysztof Kaczmarek i Łukasz Jastrubczak relacją z naprawy klamki do przyczepy kempingowej "Beyerland 495-B" rozpoczynają nową rubrykę "teksty gości" oraz dodają kolejny wpis do cieszącej się wielką popularnością rubryki "kącik poradnikowy".

Jak naprawić klamkę przyczepy kempingowej "Beyerland 496-B"?


























Opcja 1; koszt: 5000 ISK = ok.120PLN

Kupujemy niezbędne, prawdopodobnie, produkty w sklepie:
1) Klej Bison (odpowiednik Poxipolu, prawdopodobnie)













2) Pilnik



















3) Plastikowe elementy do łączeń hydraulicznych



















4) WD-40



















5) Piłkę do metalu.




















Najpierw przy pomocy piłki do metalu odcinamy porządany kształt z profilu plastikowego.













Szlifujemy go,



















do gładkości













rozrabiamy klej Bison














i łączymy plastikowy prostokąt z miejscem w klamce, z którego pierwotny element się oderwał.













zostawiając na wyschnięcie przez noc.














to samo robimy z drugą niedziałającą częścią, którą łączymy za pomocą kleju Bison.



















ale najpierw przemywamy obie części terpentyną.













kiedy rano okaże się że klej nie zadziałał, można spróbować jeszcze raz.













Opcja 2, koszt 7 ISK = ok. 10groszy
Prosimy w sklepie budowlanym pracownika o wywiercenie dwóch małych dziurek w odpowiednim do tego miejscu w klamce. Zakupione dwie śrubki wkręcamy w klamkę.













Zreperowana w ten sposób przyczepka, po miesięcznych podróżach może wrócić do właściciela.