Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia galerii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia galerii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2013

ławka

Wakacje się skończyły. Powrót do galerii błyskawicznie ściągnął miłego człowieka z administracji osiedla za Żelazną Bramą. Czasem zastanawiam się, czy on na mnie czatuje, czy tak często przechodzi obok. Był mniej zadowolony niż zwykle, a nawet lekko podirytowany, mimo tego, iż wie, że go lubię. Czasem myślę, że moja łagodne usposobienie sprawia, że administracja wchodzi mi na głowę. Dość szybko okazało się, że problem mojego gościa koncentruje się wokół  braku ławki przed siedzibą mojej galerii.
Historia jest taka: pierwszą ławkę zmontowałem z płyt OSB zaraz po tym jak się wprowadziłem Konstrukcja była prosta ale stabilna, wyglądała tak:
Pewnego dnia  ławka zniknęła. Zrobiłem śledztwo, które wykazało, że została wzięta za wielkogabarytowy śmieć i wywieziona przez panów z MPO. Udało mi się nawet dodzwonić do tych panów, powiedzieli mi, że ławka ledwo weszła i że ledwo udało im się ja zmiażdżyć w śmieciarce. Prawdę mówiąc wyczułem podstęp od razu i poszedłem do administracji. W administracji nic o sprawie ławki nie wiedzą, wiedzieli natomiast, że to nie jest ławka.  Podejrzewam, że panowie z MPO zostali zainspirowani przez kogoś, kto twierdził, że ławka to nie ławka. Nie mam na to dowodów. Przy okazji wizyty odkryłem, że na dziedzińcu budynku administracyjnego spółdzielni znajduje się stos pięknych parkowych. Stare wygodne ławki zostały zastąpione niewygodnymi i teraz, nikomu już niepotrzebne zalegają pośród innego rdzewiejącego mienia spółdzielni. Spytałem czy mogę wziąć taką ławkę, ale dowiedziałem się, że po pierwsze nie można ustawić na osiedlu ławki bo będą się niej zbierać osoby pijące alkohol i generalnie robiące gnój, po drugie, taką decyzję musi zaopiniować komitet blokowy i oni na pewno się nie zgodzą. Nie zrażony poszedłem na dyżur komitetu, napisałem stosowne pismo. Po tygodniu przyszła odpowiedź, komitet wyraził zgodę. 


Nie było wyjścia, ławka musiała zostać wydana. Zobowiązałem się, że ławkę pomaluję i naprawię i że wezmę za nią odpowiedzialność w razie zniszczenia lub kradzieży.  Bardzo szybko okazało się, że mieszkańcy nie tylko ławkę zaakceptowali, ale wciąż z niej korzystają. Ławka, która miała służyć mi i Robertowi (asystentowi galerii), naszym gościom etc. okazała się  miłym przystankiem dla osób starszych i młodszych mieszkających na osiedlu.
Niemniej na czas urlopu ławka została schowana do galerii. I właśnie dlatego miły pan z administracji był zły. Powiedział, że o ławkę jest straszna afera, że prezes jest zły i że czeka stosowne pismo. 
oto właśnie ono:


Ławka wróciła a ja się cieszę z tego, że od września na osiedlu (250 metrów od mojej galerii) inauguruje działalność galeria Stereo i że teraz prezes będzie mógł być zły również na nich. 






piątek, 3 sierpnia 2012

Realizacje przestrzenne



Ten i następny wpis poświęcony będzie realizacjom przestrzennym. Pierwsza to instalacja Galerii Pies w Poznńskim Arsenale a druga to Pomnik Ofiar Wypadków Drogowych we wsi Zabawa (gmina Radłów). Ale najpierw jeszcze jedno zdjęcie z tegorocznych dyplomów poznańskiej ASP o którym zapomniałem:



Historia, którą tu opiszę, nie zalicza się do kategorii nowości, cała sprawa miała miejsce na początku tego roku. Już dawno miałem o tym pisać, ale jakoś zapomniałem.


Stach Szabłowski, którego wszyscy znają i lubią, został poproszony przez poznański Arsenał o zrobienie wystawy, która miała odzwierciedlać kondycje naszego lokalnego środowisko plastycznego.
Gdy powiedział mi o tej propozycji, to mu odradzałem, bo poznański Arsenał to miejsce złe na robienie wystaw. Stach jednak, jak większość osób ze środowiska, jest przewrotny i ta przewrotność przejawia się czasem tym, że im gorzej tym lepiej. Zgodził się więc gładko. Tytuł wystawy również był przewrotny, a brzmiał Artbeitdisziplin. Być może nie wszyscy pamiętają, że taki sam tytuł nosi praca Rafała Jakubowicza, która ponad 10 lat temu została w tym samym arsenale ocenzurowana.

Dyrektorem galerii wówczas był  Wojciech Makowiecki. Wojciech Makowiecki jest dyrektorem również dziś. Galerii ma zły program, co jest zasługą złego dyrektora. Z tego powodu tak nie chodzę. Oglądam czasem wystawy przez witrynę i poprawia mi to humor, bo jak większość osób ze środowiska jestem przewrotny i uważam, że im gorzej tym lepiej.
osoba oznaczona strzałką jest dyrektorem galerii miejskiej Arsenał w Poznaniu

Stach Szabłowski oraz Ania Czaban, która była współkuratorką zaprosili do udziału moja skromną galerię. Na początku odmówiłem, bo jak nie chodzę, to nie chodzę. Pomyślałem, że gdybym się zgodził, to musiałbym jednak tam iść, a co to wtedy byłby za bojkot.

W Galerii Pies jest strych, od początku jej istnienia zawalony masą niepotrzebnych gratów. Od dawna zastanawiałem się jak to usunąć, musiałbym zamawiać kontener i znosić to ze dwa dni. Czułem jednak, że ten moment musi nastąpić, bo strych by się przydał, cały magazyn galerii jest w moim mieszkaniu.

W końcu zdecydowałem, że wezmę udział w tej wystawie. Poprosiłem Stacha o dwóch ludzi i samochód, oraz o to, żeby nie zadawał pytań dotyczących realizacji Galerii Pies. Stach, jako, że ma duże doświadczeni jako kurator, bez problemu się na te skromne, postawione przeze mnie warunki zgodził.

Po dwu dniach cały syf ze strychu zniknął i znalazł swoje nowe miejsce na sali wystawowej galerii miejskiej arsenał. Pojawił się nawet tytuł „transport do arsenału” w nawiązaniu wiadomo do kogo.

Niestety nie zobaczyłem tej wystawy. Wystawa chyba się podobała, nawet nasza instalacja.  Jeden kolega powiedział mi że to opróżnienie strychu jest jak walenia piąchą w papierową buzie (przy czym użył innego slowa niż buzia) i że mi nie wypada.

Muszę przyznać, że kuratorka Anna Czaban zachowała się bardzo profesjonalnie i po zakończeniu wystawy spytała mnie telefonicznie czy chcę to z powrotem. No nie chciałem.

Po wystawie ukazało się kilka recenzji, jedna w obiegu, w sumie bez szału, a druga ciekawsza, autorstwa Karola Sienkiewicza w czasopiśmiedwutygodnik.com (które jest ostatnio moim ulubionym polskim czasopismem o sztuce)

Dyrektor Makowiecki uznał, że Karol Sienkiewicz źle myśli i postanowił napisać replikę. List dyrektora zostal opublikowany na facebooku:

Pat Karola Sienkiewicza?

Gdybym nie znał wieku Karola Sienkiewicza i jego wcześniejszych interesujących tekstów, sądziłbym, że felieton ("Poznański pat", Dwutygodnik.com nr 74) napisał zgorzkniały starszy facet, obśmiewający w mało dowcipno-ironicznej formie scenę artystyczno-galeryjną Poznania. Felietonowy styl pozwala na dużo, ale od recenzenta i krytyka oczekiwać można obiektywnych opinii, chyba że autor z góry nastawiony jest negatywnie (np. do kuratora/kuratorów lub miasta, o którym pisze).
Rozpoczyna swoją relację Sienkiewicz od wartościujących uwag o "Sztuce Poznania 1986 – 2011", nie zauważając, że multimedialna ekspozycja jest fragmentem a nie całościowym obrazem dokonań środowiska. Tę rolę pełni książka – nie katalog, jak pisze felietonista – która jest nie tylko historycznym, ale także krytycznym opracowaniem sztuki Poznania ostatnich dekad napisanym przez młodych krytyków (spośród osiemnastu tekstów, piętnaście to młodzi autorzy). To wystawa towarzyszy książce, a nie odwrotnie, jak jest zazwyczaj, stąd jej funkcja ograniczona do suplementu.
Odnosząc się do wystawy "Arbeitidiszplin..." Stacha Szabłowskiego (współkuratorki Anny Czaban nie zauważa), opisał ją bez próby odczytania znaczeniowości prac. Na przykład o "Transporcie do Arsenału" galerii Pies napisał jako o ciekawym efekcie estetycznym, nie zauważając w śmietniku przywiezionym do galerii demonstracji chamstwa i przejawu agresji. Jeżeli sąsiad podrzuca swoje śmieci do mojego domu, to nie widzę w tym żadnej artystycznej akcji i „ciekawego efektu estetycznego”, a złe emocje i pospolitą, złośliwą prowokację. Zgodziłem się na ten „artystyczny” transport, żeby ujawnić oblicze strategii szefa Psa. 
Trudno komentować inne, jednozdaniowe stwierdzenia o konkretnych obiektach, które raczył zauważyć, a pominął głębokie w wymowie, eschatologiczne dzieła Ewy Axelrad czy Gizeli Mickiewicz. Otwiera ekspozycję „wspomnieniowa” instalacja Galerii Niewielkiej (M. Kurak, M. Skorwider), poświęcona poznańskiemu epizodowi Josepha Beuysa, o której w tekście ani słowa.

Nie trudno też było zauważyć związek performansu Krasnali z karłem/krasnalem Tomasza Mroza, który jednak tworzy jakąś sytuację w zamkniętym pomieszczeniu, a nie tylko razi obleśnym erotyzmem. Zbyt letnim słowem opisuje Sienkiewicz poznańską scenę, której dokonania, szczególnie ostatnich lat, zasługują na coś więcej niż złośliwy felieton.

Wojciech Makowiecki
Dyrektor Galerii Miejskiej Arsenał
w Poznaniu

No a tak to wyglądało. 
Zuzanna Koszuta i Monika Marciniak koordynują prace przy instalacji.

fot. D. Koniusz, to zdjęcie w tle, to już jakaś inna praca, nie nasza.

wtorek, 24 lipca 2012

Niedźwiedzia przysługa

Okres wakacyjny w pełni. Mam teraz trochę więcej czasu i postanowiłem stworzyć wszystkie wpisy jakich nie zrobiłem a chciałem. Nie będę się trzymał chronologii, ale jakoś to wszyscy musimy przeżyć. Pierwszy wpis z tego wakacyjego cyklu tyczy wydarzeń, które miały miejsce w moim mieście rodzinnym.

W piątek trzynastego kwietnia 2012 roku w Zielonej Górze odbyło się aż pięć wernisaży. Taki natłok wydarzeń nie jest tu niczym specjalnym, zainteresowanie sztuką współczesną jest tak duże, że często dochodzi do napiętrzenia się najróżniejszych artystycznych wystąpień.

Gdy byłem na pierwszym roku studiów na akademii w Poznaniu mój profesor rzeźby opowiadał mi, że podczas wernisażu jego wystawy w zielonogórskim BWA podeszła do niego taka niepozorna starsza kobieta w łachmanach i podzieliła się z nim swoją refleksją na temat jego sztuki. Profesor powiedział, że to była to tak mądra refleksja, że sam by tego lepiej nie ujął. Bardzo mi się podobało co powiedział o moim mieście rodzinnym i jego mieszkańcach. Poźniej mówił też niestety inne rzeczy i zatarł pierwsze dobre wrażenie.

Z tych pięciu wystaw podobały mi się dwie, jedna dlatego, że byłem jej kuratorem, więc trudno, żeby mi się nie podobała, a druga to wystawa Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego "Raster - Wiek Szkolny", której kuratorkami były Julia Wielgus i Marta Czyż.
Recepcja medialna tego pokazu nie była powalająca (a szkoda) i pojawił się chyba tylko jeden tekst na blogu (w sumie też szkoda). Nie podoba mi się ten wpis, być może, gdyby ta dziewczyna spotkała w Zielonej Górze tą mądrą starszą kobietę w łachmanach o której mówił mój profesor, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Gorczyca i Kaczyński w trudnym wieku wieńczącym okres dojrzewania byli poszukującymi twórcami. Interesowali się literaturą i sztuką i na tych polach realizowała się ich aktywność. Na wystawę składają się m.in szkice inspirowane poezją konkretną czy malarstwem twórców lat 80tych, szablony,  projekty fotograficzne w zabawny sposób inwentaryzujące rzeczywistość pierwszej dekady III RP czy bardzo interesujące realizacje Dom Polski, które w sumie cały czas wyglądają nowocześnie. Wystawa miała dobrą, klarowną aranżację. Jedna ze ścian została zaklejona tapetą imitującą drewniane panele. Prace na wystawie nie są jakoś szczególnie dobre czy złe. To co ciekawe, te pewien duch czasu, który wyrażają. Duch ten znalazł doskonalsze odzwierciedlenie w twórczości chociażby artystów z grupy Ładnie, jednak w wydaniu Rastrowców ciężkawa i paździerzowa forma prac jakoś dokładniej przylega do wyobrażeń o latach 90tych.

 
Raster to dla mnie i moich koleżanek i kolegów urodzonych w połowie lat 80tych do pewnego stopnia punkt odniesienia, jeśli ktoś się interesował sztuką współczesną w liceum to czytał internetowe czasopismo Raster. Teraz, gdy czas wejść w pełnoprawną dorosłość, należy przepracować ten fundujący wzór, rozprawić się z nim, zbyt łatwo ulegaliśmy wówczas sugestywnej wizji świata sztuki którą zaproponował Gorczyca i Kaczyński.

od lewej: Łukasz Gorczyca, Michał Kaczyński, Julia Wielgus, Marta Czyż, dyr. Wojciech Kozłowski
Dwanaście lat wcześniej Raster zrealizował w zielonogórskim BWA wystawę "Namaluj Mnie", w której brali udział Rafał Bujnowski, Marcin Maciejowski i Wilhelm Sasnal. Pamiętam, że ta wystawa wcale mi się tak bardzo nie podobała, dopiero po jakimś czasie to trochę bardziej zrozumiałem, choć nie było tam przecież nic skomplikowanego. Wystawa "Wiek Szkolny" spodobała mi się od początku, choć w sumie też jej do końca nie rozumiem, być może dlatego, że nie ma w niej niczego skomplikowanego.

Tego samego dnia, choć trzy godziny wcześniej, w fundacji Salony w Zielonej Górze, odbyła się wystawa "Niedźwiedzia przysługa', która była wyjazdowym projektem Galerii Pies.


Poprawianie krzywo naklejonego napisu.

Fundacje Salony prowadzi Marta Gendera, historyczka sztuki i zapalona animatorka życia społecznego w moim mieście rodzinnym. Wróciła po studiach w Warszawie do Zielonej i założyła fudację o pięknej nazwie "Salony" Marcie wraz z grupą zielonogórskich artystów udało się wygrać miejski konkurs na lokal przeznaczony na działalność kulturalną.

Marta ma do dyspozycji piętro w wyremontowanym budynku po przedwojenne jprzędzalni. Siedziba Fundacji składa się z kilku pracowni, świetlicy, biura i galerii. Generalnie budynek jest ok, niestety, projektant nie uwzględnił podstawowych potrzeb użytkowników, brakuje gniazdek, gdzie indziej tych gniazdek jest za dużo, podłoga jest trochę nie taka jak trzeba, oświetlenie też. W związku z tym trzeba adaptować świeżo wyremontowany budynek.

Z tego poczucia lekkiej niemocy spowodowanej niedoskonołaściami projektu  narodziła się koncepcja wystawy "Niedźwiedzia przysługa",  nie bez znaczenia było też moje zamiłowanie do majsterkowania (mimo braku talentu).

oto tekst prasowy do wystawy:
Najnowsza wystawa w Fundacji Salony polega na wprowadzeniu usprawnień, które mają poprawić jej funkcjonowanie. Zmieni się kolor podłogi, pojawią się nowe gniazdka elektryczne, a te niepotrzebne zostaną zdemontowane. Poprawiona zostanie strona internetowa. Czytelnia Fundacji Salony zamieni się w świetlicę (ze stołem do pingponga i piłkarzykami), a przestrzeń galeryjna zyska bardziej rasowy, whitecubowy wymiar. Transformacja przestrzeni Fundacji jest odpowiedzią na zaproszenie Galerii Pies. Działanie ma charakter otwarty i spontaniczny, artyści w trakcie montażu znajdują nowe pomysły na usprawnienie, wszystko po to, aby dojść do doskonale skomponowanej całości. Po miesiącu prowadzący Fundację będą mogli wrócić, jeśli będą chcieli, do starych, złych rozwiązań.
Z Michałem Jankowskim, przed montażem stołu do piłkarzyków.
Stół do ping-ponga, w mieście najlepszy jest dyr. BWA p. W. Kozłowski.
Montaż
Galeria z nową chlorokauczykową podłogą.
Ingerencja barwna Kasi Przezwańskiej
Świetlica (dawna czytelnia)
 W wystawie brali udział / przestrzeń usprawniali: Romuald Demidenko, Marta Gendera, Michał Jankowski, Grzegorz Kowalczyk, Katarzyna Przezwańska, Anna Szczygłowska, Marta Tomasik, Rafał Wilk. Dokonano przeszło 20 usprawnień.
Wystawę odtworzył Klaun Bodzio, który jest równocześnie administratorem budynku.
Marta Gednera z klaunem Bodzio.
Pracy było dużo, chciałbym szczególnie podziękować Rafałowi Wilkowi, który jako jeden z użytkowników tego miejsca miał dużo ciekawych pomysłów na usprawnienie jego funkcjonowania (m.in. stół do piłkarzyków i ping pong) oraz Grzegorzowi Kowalczykowi, który za darmo malował ze mną podłogę chlorokauczukiem do siódmej rano.

Grzesiek Kowalczyk przy barze projektu Marty Tomasik
 już niebawem na blogu m.in:
 - wycieczka do Rumunii
- rewizyta rumuńskich przyjaciół
- ranking na najlepsze zwierzę z wrocławskiego zoo
- wystawa końcoworoczna ASP w Krakowie
- dyplomy UAP w Poznaniu 
- tajemnicza kula na węgrzech
- nowe porady w kąciku poradnikowym


niedziela, 4 marca 2012

prawdziwe urodziny psa.

4 marca 2005 roku ruszyła Galeria Pies. Co prawda urodziny obchodzimy 4 lutego, jest to wynik pomyłki, z niejasnych przyczyn 4 urodziny (pierwsze, ktore obchodzi galeria) odbyły się właśnie 4 lutego i tak już zostało. Na błąd w dacie zwrócił uwagę Seweryn Swacha, który był pierwszym artystą prezentującym się w Psie.
oto obraz Seweryna z tego heroicznego okresu:
Seweryn Swacha, Myszki, 2003, olej na płótnie (wymiarów nie pamiętam, ale duży)
A to zdjęcia autorstwa Basi Kaniewskiej z imprezy inaugurującej (w ramach której odbył się koncert Konrada Smoleńskiego na psie).
Z Piotrem Kowalskim, który w kwietniu 2005 roku zrealizował w Psie jedną z moich ulubionych wystaw, o czym mozna przeczytać tu
Radek 

Basia Bańda pije alkohol

Jagna

Konrad Smoleński gra na Psie

Seweryn Swacha uczestniczący w bójce

Galerię Pies, o czym może nie wszyscy wiedza, zakładały trzy osoby. Jagna Dąbrowska (wówczas studentka Historii Sztuki), Radek Gajewski (który studiował rzeźbę) i ja, czyli Dawid Radziszewski, byłem wtedy pierwszy raz na drugim roku Histori Sztuki. Radek po drugiej wystawie wyszedł po fajki i nie wrócił (później odnalazł się w Bolesławcu, gdzie prowadził Galeria Długą, zrobiliśmy tam wystawę Magdy Starskiej w 2008 roku). Jagna współtworzyła galerię przez ponad rok, poźniej, na skutek konfliktów i ogólnego zmęczenia współprowadzącym zdecydowała o odejściu.

Dawno nie widziałem Radka, ostatnio chyba przy okazji wspomnianej wystawy Starskiej, z Jagną nie rozmawiamy od dawna. Myślę o nich 4 marca co roku i próbuję w sobie znaleźć ten entuzjazm, który mieliśmy na samym początku.

Siódmy jubileusz to żaden jubileusz, ani to okrągła data, ani nic. Nadchodzi ósmy rok podróży Psa (jeden rok życia człowieka to siedem dla psa, przy czym pierwsze dwa liczą się podwójnie).
Osemka, gdy ją przerwócimy, staje się znakiem nieskończoności. Z tą niepokojącą myślą zostawiam Was wszystkich.

ps: a to zdjęcia z 7. urodzin i otwarcie Salonu Ogon na strychu psa:





SALON OGON


piątek, 3 czerwca 2011

TVP Kultura


Już w Niedziele, 5 maja, w TVP Kultura w ramach audycji Videogalerie wystąpi Galeria Pies (pokażemy film Krzysztofa Kaczmarka, Łukasza Jastrubczaka oraz wspólny film Łukasza Jastrubczaka i Krzysztofa Kaczmarka - słowem trzy filmy).

W tym samym czasie na TVP 2 emitowane będą Gwiezdne Wojny: Atak Klonów. Nie jest to najlepsza cześć Gwiezdych Wojen, więc nie ma co (na końcu któryś z tych rycerzy Jedi przecina na pół tego z pomalowaną twarzą, ale to też mogło być w innej części).
Zapraszam.

What's the differerce between Pawel and Wawel.













Rok po tym jak skończyły się wszystkie pieniądze z Funduszy Norweskich artyści Galerii Pies Krzysztof Kaczmarek i Łukasz Jastrubczak wraz z Małgorzatą Mazur i Igorem Klaczyńskim wybrali się na Islandię realizować swój spektakularny projekt o zagranicznej nazwie "What's the differerce between Pawel and Wawel".

oto jego opis:
Galeria Miejska w Tarnowie razem z CSW Kronika w Bytomiu, oraz szereg islandzkich partnerów organizują objazdowy pokaz polskich filmów fabularnych, w lecie 2011 roku, na Islandii.Przez miesiąc, filmy z lat 60tych i 70tych, "Złotej Ery" polskiego kina, będą wyświetlane w różnych miejscach na Islandii. Zaczynając od Höfn, czteroosobowa ekipa odwiedzi pięć innych miast, próbując także zaprezentować cztery wybrane filmy w nietypowych miejscach Islandii.
Podczas pokazu 10ego czerwca w Reykjaviku w Bíó Paradís, odbędzie się koncert Gabrieli de Silva. Polska śpiewaczka operowa, odśpiewa kompozycję utworzoną z wybranych melodii polskich filmów z lat 60tych i 70tych. Scenografię do koncertu przygotuje grupa artystyczn Krzysztofjastrubczakłukaszkaczmarek. Utworzona w 2010 roku w Krakowie grupa działa w obszarze videoperformance'u oraz rzeźby. Ich pierwsza praca video, zatytułowana "Buchbuch", odnosiła się do estetyki końca lat 80tych, która przetransponowana została na kilka performensów dokumentowanych kamerą VHS.

Przy odrobinie szczęścia, niebawem, otrzymam relację z tej wyprawy. Tymczasem zachęcam do zapoznania się z projektem na stronie http://www.pawelandwawel.org/


środa, 30 marca 2011

w drodze do Rumunii

Dojechaliśmy przedwczoraj do Cluju. To ładne miasto.
W drodze odpadł nam z samochodu spory kawałek plastiku:




niedziela, 6 lutego 2011

Marcin Zarzeka w Vesch

10 lutego, w Ve.sch w Wiedniu zostanie otwarta wystawa Marcina Zarzeki.

Marcin już niebawem będzie miał również wystawę w Galerii Pies, będzie to więc świetna okazja, żeby zapoznać się z twórczością tego, niemal nieznanego w naszym kraju, młodego artysty.

Program towarzyszący wystawie Marcina:

10.02.2011
performance Marcina Zarzeki i Łukasza Jastrubczaka

(pokaz filmu super8mm z dzwiekiem).

17.02.2011
Pierwsza prezentacja magazynu "Pool" Vienna/ Warsaw/ Tokyo

03.03.2011

Pawel Trzcinski (z zespolu The Complainer) zagra soundtrack do wystawy Marcina.

adres:

Ve.Sch - Verein für Raum und Form in der bildenden Kunst
Schikanedergasse 11
1040 Wien



środa, 2 lutego 2011

Nevaeh ot yawriats

Już w piątek otwarcie nowej wystawy w Galerii.

Jeśli Was to interesuje, wejdźcie proszę TU.


czwartek, 16 grudnia 2010

plakat




















Z wielką radością prezentujemy sylwestrowy plakat. Jest srebrny.
W jego stworzenie zaangażowała się Ewa Klepacz, Monika Szydłowska, ja, pracownia offsetu poznańskiej ASP (a w zasadzie UA) oraz nieznany z imienia projektant swetrów firmy Bizi Knits.

zapraszamy na sylwestra.

Sylwester!!!




















SYLWESTER W GALERII PIES
wstęp: do 20 grudnia 20 zł, do 31 grudnia 31 zł

w cenie smaczny poczęstunek, tani bar.
wystąpią m.in. De Mono, Varius Manx, DJ Piniak z Warszawy, Mafia, Kasia Kowalska, Sting.

Obowiązują stroje wieczorowe.

kontakt:
tel: 603 899 242, 502 274 031

Wpłaty można dokonać przelewem na konto w tytule podając imię i nazwisko, bądź komuś z galerii osobiście.

dane do przelewu na stronie galerii www.galeriapies.pl

zapraszam!!!

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Budapeszt

Mimo tego, iż z Budapesztu powróciliśmy dobre dwa tygodnie temu, nie mogłem się zebrać do napisania relacji. Nie było nadmiernego szału. Wszystkie niemiłe rzeczy, które nas spotkały mam na zdjęciach. Oto one:













Obiad w Mucsarnogu (coś jak u nas Zachęta), strasznie suchy kurczak z olbrzymią ilością bardzo niesmacznych żółtych kulek (nie wiem co to było). Nie bylo co prawda drogo, dostaliśmy nawet deser (też bez szału) i dużo wody, o której kilka dni później, w dość przypadkowych okolicznościach, dowiedziałem się, że była z kranu (ponoć na Węgrzech można pić z kranu, ale mimo wszystko)


















Asystentka galerii Zuza wzieła ususzona pierś z kurczka na tle bardzo niedobrego ryżu. Kolejna niedobra rzecz która nas spotkała to wielkie łapy autorstwa Małgorzaty Warlikowskiej na które musiałem patrzeć, gdyż znajdowały się w moim bliskim otoczeniu.
Łapy na tle obrazu o Dżingis-chanie:













A oto tekst towarzyszący Łapom:
Instalacja EAT YOUR BRAIN to mój osobisty protest przeciwko wszechogarniającej nas żądzy posiadania ładnego domu, ładnego życia, ładnego tyłka… To artystyczne świadectwo mojej bezsilności wobec konsumpcjonizmu współczesnego świata.
Było tez sporo śmiesznych rzeczy.
to:













to:





















i to:













Nie mogło zabraknąć ciekawostki z pola sztuki, oto obraz, który na pierwszy rzut oka wygląda jak praca A. Modiglianiego:


















A tymczasem okazuję się obrazem Elmyra de Hory z ok 1960 roku (zdjęcie niestety nieostre).














Copy is a hommage.

A jeśli chodzi o jaśniejsze momenty:
ładne stoisko galerii Kisterem z Budapesztu













na którym można było zobaczyć prace m.in Gyorgy'ego Jovanovics'a
oto piękna praca tego artysty z Ludwig Museum:














Na koniec najprzyjemniejsze rzeczy:
Wycieraczka z rzadkim motywem pandy:













oraz dzieło Łukasza Jastrubczaka, które pokazywaliśmy:













Dziękuję Instytutowi Polskiemu w Budapeszcie a w szczególności Timei Jerger za wszelką okazaną nam pomoc.