czwartek, 9 grudnia 2010

PPS

Otwarcie wystawy Rafała Jakubowicza mamy już za sobą. Wkrótce zdjęcia z otwarcia (wkrótce również relacja z targów w Budapeszcie, jeszcze się nie otrząsnąłem i nie mam dystansu).

Tymczasem przytaczam mój tekst oraz dokumentację z najnowszego projektu tego dzielnego artysty:

Post Post Scriptum o trzeciej wystawie Rafała Jakubowicza w Galerii Pies.

W Poznaniu już dawno zaczął się sezon wystawienniczy, nawet galeria Starter otworzyła wystawę. Tymczasem Pies, z dużym poślizgiem, rozpoczyna sezon pokazem Rafała Jakubowicza PPS. Towarzyszące galerii już od dobrych dwu sezonów uczucie wyczerpania i melancholii emanuje również z wystawy Jakubowicza.

PPS jest kontynuacją wystawy SP/PS, która zrealizowana była w galerii Le Guern w Warszawie i Centrum Sztuki WRO we Wrocławiu. Rysunek, który stanowił ilustrację do jednego z tekstów Jerzego Ludwińskiego posłużył Rafałowi do stworzenia neonu.

Tym razem, na wystawie PPS Rafał pokazuje pracę „Dziara”. Dziara to wytatuowany na prawej ręce zygzak, ostatnia linia ze schematu Ludwińskiego. Dziara, poza swoim, dość przecież specjalistycznym kontekstem, jest bezsensownym bazgrołem, którego ten całkiem jeszcze młody artysta nie pozbędzie się do końca życia. W czasopiśmie „Świat Tatuażu” gest Rafała byłby kompletnie niezrozumiały, mimo tłumaczeń, a nawet dość długiej już tradycji wykorzystywania tatuażu przez artystów współczesnych.

Napotkałem ostatnio w Krakowie koleżankę, studentkę prawa. Nie interesowała się sztuką. Próbowałem jej wyjaśnić zawiłości sztuki współczesnej, o co z grubsza chodzi np.: appropriation art, co Duchamp miał na myśli itd. Powiedziałem jej, że artysta ma prawo uznać, że dany przedmiot czy zjawisko (niekoniecznie wykonany przez niego samego) jest sztuką. Nie ma tego prawa ani widz, ani krytyk. Napotkana w Krakowie koleżanka spytała czy wobec tego istnieje ktoś kto ma prawo uznać, że dany przedmiot czy zjawisko uznany wcześniej przez artystę za sztukę tą sztuką nie jest.

Artysta musi mieć oparcie w świecie sztuki, gdyż poza nim, traci tę cudowną właściwość czynienia ze zwykłych przedmiotów artefaktów. Schemat Ludwińskiego obrazuje w jaki sposób sztuka rozpływa się w rzeczywistości, uzyskujemy signifiant, którego signifié rozpłynęło się zupełnie i może stanowić już wszystko.

Czy wobec naszego zagubienia, ktoś może sprawić, że fontanna stanie się znowu pisuarem z fabryki Roberta Mutta a tatuaż na ręce Rafała szczerze spodoba się jego znajomym i rodzinie?

Ostatecznie jego tatuaż jest podstawową moleskułą plastyki – zygzakiem, a cała długa droga od schematu Ludwińskiego, przez wystawę SP/PS od PPS prowadzi nas do rudamentarnych form języka sztuki, które znamy i lubimy od najwcześniejszego dzieciństwa.


































Dziękuję za uwagę.