Czas nadrobić zaległości. Przeprowadzka i organizacja życia na nowo zabiera dużo czasu, problem ograniczonej aktywności jako blogera jednak nie dawał mi spokoju. Czas napisać o tym, co zdarzyło się ostatnio w galerii.
W lutym remont się zakończył. W remoncie, oprócz wynajętej ekipy, uczestniczyła cala masa ludzi dobrej woli. Wszystkim im dziękuję. Wyrażam też nadzieję, że to ostatni remont w moim życiu.
Wniosek ogólny jest taki, że zawsze lepiej zrobić sztablaturę (nie ma cudów!) oraz że nie ma co zdzierać starej farby olejnej bo wystarczy użyć Betokontakt Knaufa.
Galerię Dawid Radziszewski zainaugurowała wystawa Marcina Zarzeki i Birgit Megerle. Marcin współpracował już z Galerią Pies (zrealizował tam świetną wystawę "White Russian"), brał również udział w wystawie Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Birgit Megerle mieszka w Berlinie, pracuje z galerią Neu. Jej prace, z grubsza biorąc, są feministyczną interpretacją sztuki XIX i XX wieku. Na wystawie "Pełnia" Birgit pokazała jednak obrazy, które mniej mają wspólnego z feministyczną refleksją, są raczej formalnym eksperymentem, artystka miesza techniki, używa szablonu, spreju. Prace przypominają fotogramy.
Marcin przygotował zestaw prac, które stanowią rozwinięcie jego dotychczasowej metody - geometryczne i eleganckie obiekty wykonane z pianki architektonicznej, taśmy dwustronnej i szkła. Artysta w ostatnich pracach ogranicza środki, koncentrując się na relacji linii, warstw i płaszczyzn.
Oto tekst do wystawy autorstwa Anette Fraudenberger, który wiele wyjaśnia:
„Kto ma dwie kobiety, ten traci duszę. Kto ma dwa domy, ten traci rozum” – tymi słowami Eric Rohmer rozpoczyna swój film „Les nuits de la pleine lune”. Znaczenie słowa „pełnia” jest dwoiste, z jednej strony to czysta, geometryczna forma istniejącą w naturze, z drugiej natomiast obfitość i okres rozkwitu.
Na pierwszy rzut oka prace Marcina Zarzeki i Birgit Megerle to dwie nieprzystające do siebie poetyki. Naprzeciw geometrycznie zorganizowanych przestrzeni stworzonych przez Marcina stanęły zapełnione, uwzględniające w swej strukturze przypadek, kompozycje Birgit Megerle.
Megerle i Zarzekę łączy zamiłowanie do francuskiego kina, a w szczególności do dzieł Erica Rohmera. Jego nieskończenie subtelne opowiadania o miłości są surowe i trzeźwe. „Noce pełni księżyca” opowiadają o parze kochanków, którzy nie mogą się spotkać (zarówno w wymiarze mentalnym, jak i fizycznym), ponieważ ona i on krążą wokół siebie po różnych orbitach. Louise i Remi poruszają się w róźnych przestrzeniach: w modernistycznie urządzonym wspólnym mieszkaniu na przedmieściach z wnętrzem wypełnionym barwami podstawowymi, na ścianach którego wiszą plakaty z reprodukcjami prac Mondriana, w pokojach, barach i innych charakterystycznych dla Paryża miejscach. Prace Megerle łączą w sobie malarstwo i obiekty codziennego użytku, kompozycje Zarzeki zespala taśma klejąca.
W świetle księżyca kolory nie istnieją. „Playgrounds” Marcina Zarzeki ukazują związki między formami jako chłodno wykalkulowaną grę. Jego eleganckie i klarowne obiekty stworzone z prostych, lecz starannie wyselekcjonowanych materiałów, takich jak: taśma samoprzylepna, płyty piankowe i szkło, są nośnikami informacji, konstrukcją i ramą w jednym. Wychodzące od obrazów Pieta Mondriana, czarno-białe kompozycje Zarzeki mają jeszcze bardziej zredukowaną, uproszczoną formę. Bazują na prostej logice odnoszących się do sobie podziałów płaszczyzn. Pojedyncze pola mogłyby przedstawiać rzut poziomy, zarys, plan miasta czy po prostu boisko, na którym figury poruszają się według określonych reguł. Krawędzie przecięcia szklanych powierzchni wzmacniają podział piankowych kartonów. Zarzeka buduje display, rodzaj witryny czy sceny dla teatru cieni, która zmienia się zależnie od pory dnia czy usytuowania obiektu w galerii.
Dominacja przypadku w odniesieniu do nowych, również utrzymanych w czarno-białej kolorystyce, prac Birgit Megerle jest jeszcze wyraźniej obecna. Malarka słynie z detalicznie opracowanych obrazów przedstawiających osobliwie wystylizowanych postaci w estradowej scenerii. Przedstawieni w jej pracach ludzie zdają się funkcjonować poza czasem, jedynie nadane im modne oblicze umiejscawia ich w teraźniejszości. W Warszawie Megerle prezentuje jednak bardziej eksperymentalne obiekty malarskie, które równolegle zaliczają się do jej prac figuratywnych. Swoją formą przypominają nieco feministyczne asamblaże i fotogramy przedmiotów codziennego użytku Beli Kolarovej, które powstawały od lat 60-tych XX wieku. Jednakże w przypadku Megerle narzędziem jest malarstwo. Wykraczające luźno poza krawędź płaszczyzny pola obrazowego obiekty i szablony artystka maluje techniką alla prima. Wszechobecne wieszaki, łańcuchy, sieci, sznurówki, żelazka i inne przedmioty mają w przypadku tej serii prac więcej pierwiastka technoidalnego aniżeli kobiecego. Korkociągi mogłyby być także helikopterami bojowymi w krajobrazie science-fiction.
A tak wyglądała wystawa (zdjęcia Yosuke Demukai):
piątek, 24 maja 2013
czwartek, 16 maja 2013
wycieczka
Wyprowadzka z Poznania, zgodnie z moimi oczekiwaniami, przyniosła wewnętrzny spokój i wyraźniejszą wiarę w sens pracy, którą wykonuje. Warszawa jest miłym miastem, zwłaszcza teraz, na wiosnę. Niemniej czasem trzeba z niej wyjechać i zobaczyć co dzieje się w innych częściach Polski.
Nowoczesność jednak styka się tu z tradycją. Wspaniały sklep i warsztat wyrabiający szczotki i pędzle.
Niepokoi tylko dziwna narośl na budynku na ulicy Piotrkowskiej. Być może jest to odpowiednik czegoś bardzo ważnego z innych miast. Sprawa jest niejasna. Oględziny z poziomy chodnika wykazały, że nie da się wejść do wnętrza narośli.
Celem wycieczki do Łodzi były dwie wystawy w tamtejszym Muzeum Sztuki. Retrospektywa Cezarego Bodzianowskiego i duża wystawa "Korespondencje".
Oto jedna z prac pokazywanych na WRO (wystawa "Pierścienie Saturna" w Pałacu Ballestremów). To co widać na filmie nie jest ekranem projekcyjnym. To hologram, obraz porusza się wraz z naszym przemieszczaniem się. Grand Prix dostał Eric Siu (poważnie) (kliknij proszę tu).
Byliśmy też w Muzeum Współczesnym. Trwał właśnie montaż wystawy niezwykle interesującej grupy Luxus.
A na tarasie znajomi z Warszawy, w trakcie czegoś innego.
Głównym punktem wycieczki był jednak Tarnów. Ewa Łączyńska - Widz, pani dyrektor tamtejszego BWA, nieludzkim wysiłkiem doprowadziła do remontu nowej siedziby w Parku Strzeleckim. Pałacyk Strzelecki stał się godnym miejscem dla tej świetnej galerii. Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza, że program galerii dynamicznie się rozwija, w krótkim czasie, przede wszystkim dzięki Ewie galeria stała się jedną z najciekawszych publicznych instytucji w kraju. Na otwarciu tłum (czego może nie widać na zdjęciu, ale tak właśnie było).
Wystawa, która inauguruje nową siedzibę ma tytuł "Jak się staje, kim się jest". Kuratorkami tego pokazu są Agnieszka Pindera (czy wiecie, że Agnieszka jest tarnowianką z urodzenia?) i Marika Zamojska. Osiową postacią wystawy jest Tadeusza Kantor, który przed wojną, przez osiem lat mieszkał w Tarnowie. Wystawa ciekawa, na otwarciu zagrał zespół Boring Drug.
A po otwarciu, w ośrodku wczasowy "Kantoria" spotkał się kwiat artystycznej młodzieży z Krakowa i nie tylko. Jak widać, kto z kim przystaje takim się staje.
Wracając z Tarnowa zahaczyliśmy o Kielce, znajduje się tam bardzo interesujący w swej późnomodernistycznej architekturze dworzec PKS. Istnieją plany przebudowy, więc była to być może ostatnia szansa, aby zobaczyć go w oryginalnej formie.
W Łodzi zmiany. Miasto wyraźnie modernizuje się, pojawiły się tu ostatnio nowoczesne sklepy odzieżowe.
Nowoczesność jednak styka się tu z tradycją. Wspaniały sklep i warsztat wyrabiający szczotki i pędzle.
Niepokoi tylko dziwna narośl na budynku na ulicy Piotrkowskiej. Być może jest to odpowiednik czegoś bardzo ważnego z innych miast. Sprawa jest niejasna. Oględziny z poziomy chodnika wykazały, że nie da się wejść do wnętrza narośli.
Celem wycieczki do Łodzi były dwie wystawy w tamtejszym Muzeum Sztuki. Retrospektywa Cezarego Bodzianowskiego i duża wystawa "Korespondencje".
Wystawa przyniosła wiele ciekawych odkryć, oto jedno z nich: Prace Władysława Strzemińskiego są bardzo podobne do prac Adama Jastrzębskiego.
Po powrocie z Łodzi wybraliśmy się do Wrocławia. Trwa tam właśnie biennale WRO. Spaliśmy w hotelu, w którym urządzenia znajdujące się w naszym pokoju sterowane były za pomocą wbudowanego w ścianę tabletu. Śniadania były bardzo smaczne a obsługa bardzo miła.
Byliśmy też w Muzeum Współczesnym. Trwał właśnie montaż wystawy niezwykle interesującej grupy Luxus.
A na tarasie znajomi z Warszawy, w trakcie czegoś innego.
Głównym punktem wycieczki był jednak Tarnów. Ewa Łączyńska - Widz, pani dyrektor tamtejszego BWA, nieludzkim wysiłkiem doprowadziła do remontu nowej siedziby w Parku Strzeleckim. Pałacyk Strzelecki stał się godnym miejscem dla tej świetnej galerii. Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza, że program galerii dynamicznie się rozwija, w krótkim czasie, przede wszystkim dzięki Ewie galeria stała się jedną z najciekawszych publicznych instytucji w kraju. Na otwarciu tłum (czego może nie widać na zdjęciu, ale tak właśnie było).
Wystawa, która inauguruje nową siedzibę ma tytuł "Jak się staje, kim się jest". Kuratorkami tego pokazu są Agnieszka Pindera (czy wiecie, że Agnieszka jest tarnowianką z urodzenia?) i Marika Zamojska. Osiową postacią wystawy jest Tadeusza Kantor, który przed wojną, przez osiem lat mieszkał w Tarnowie. Wystawa ciekawa, na otwarciu zagrał zespół Boring Drug.
A po otwarciu, w ośrodku wczasowy "Kantoria" spotkał się kwiat artystycznej młodzieży z Krakowa i nie tylko. Jak widać, kto z kim przystaje takim się staje.
Wracając z Tarnowa zahaczyliśmy o Kielce, znajduje się tam bardzo interesujący w swej późnomodernistycznej architekturze dworzec PKS. Istnieją plany przebudowy, więc była to być może ostatnia szansa, aby zobaczyć go w oryginalnej formie.
Na koniec jeszcze przyjemne spotkanie (już w Warszawie) z polskimi kuratorkami młodego pokolenia: Julią Wielgus i Martą Czyż. W trakcie trwania wycieczki, w galerii Raster, odbyła się premiera książki D.O.M Polski, której dziewczyny były redaktorkami (a wcześniej kuratorkami dużej wystawy Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego w BWA Zielona Góra w marcu zeszłego roku). Książka jest bardzo ciekawa, polecam i pozdrawiam.
czwartek, 14 lutego 2013
wreszcie otwarcie
Po malej szarpance z remontem koniec końców się udało. Jutro o godzinie 19.00 na Krochmalnej 3 w Warszawie otworzy się galeria Dawid Radziszewski. Więcej informacji na niedokończonej jeszcze stronie www.dawidradziszewski.com
zapraszam!!!
D
środa, 30 stycznia 2013
lampy
Remont trwa. Przy udziale Igora Przybylskiego (który pomógł przeprowadzić pomiar), Andrzeja Szpindlera (który asystował przy wywiercaniu otworów) i Roberta Świerczyńskiego - asystenta galerii (z którym sfinalizowaliśmy sprawę) oświetlenie galerii zostało zamontowane.
Dla zainteresowanych zagadnieniem technicznej strony prowadzenia galerii, zastosowaliśmy jarzeniówki T5 28W 940 (czyli takie, jakie wykorzystuje się w drukarniach i gabinetach dentystycznych).
Przy okazji dowiedziałem się, że stosowanie specjalistycznych klejów do aluminium jest bez sensu.
za nieco ponad dwa tygodnie otwarcie!
Dla zainteresowanych zagadnieniem technicznej strony prowadzenia galerii, zastosowaliśmy jarzeniówki T5 28W 940 (czyli takie, jakie wykorzystuje się w drukarniach i gabinetach dentystycznych).
Przy okazji dowiedziałem się, że stosowanie specjalistycznych klejów do aluminium jest bez sensu.
za nieco ponad dwa tygodnie otwarcie!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
zmiany
Kilkumiesięczna przerwa w prowadzeniu bloga spowodowana była istotnymi zmianami w moim życiu. Galeria Pies została zamrożona do odwołania a ja przeprowadziłem się do Warszawy celem założenia nowej galerii. Nowa galeria nie będzie nazywała się Pies, tylko "Dawid Radziszewski" czy też, jeśli ktoś woli "Galeria Dawid Radziszewski". Trwają właśnie prace remontowe. Otwarcie 15 lutego, szczegóły niebawem.
Przyszłość Psa jest niejasna, choć mam nadzieję, że uda się znaleźć taką formułę, która pozwoli mu funkcjonować. Być może, znajdzie się następczyni bądź następca, który pchnie galerie na niezależne ode mnie tory. Na wszelki wypadek w tym roku nie będziemy obchodzić urodzin galerii.
![]() |
| Prace w magazynie Galerii Dawid Radziszewski, w czerwonej bluzie Andrzej Szpindler - znany poeta awangardowy. |
piątek, 17 sierpnia 2012
Sokołowsko
Jutro o tej porze będę w Sokołowsku na II Festiwalu Sztuki Efemerycznej. Pierwszy raz w życiu zobaczę na żywo Jerzego Beresia. Oto link do strony festiwalu. Impreza trwać będzie cztery dni, zachęcam do przyjazdu, zwłaszcza, że ma by dobra pogoda i bogaty program. Ciesze się na ten wyjazd, miałem słabe wakacje w tym roku (przynajmniej w porównaniu z tymi, którzy gdzieś pojechali), więc to zawsze jakaś odmiana. Wkrótce relacja!
czwartek, 16 sierpnia 2012
Duże rzeczy
Jeszcze wspomnienia z wycieczki do Klużu.
Oto rachunek z restauracji Belvedere (o której pisałem ostatnio). Przysłała go jedna z czytelniczek niniejszego bloga. Jak widać, jest naprawdę duży (dla porównania, obok znajduję się ołówek).
Tak jak widać na zdjęciach - to wielka betonowa piłka. Z tego co udało mi się ustalić nie jest to pomnik futbolu, tylko eksperymentalna konstrukcja architektoniczna. W internecie nie znalazłem zbyt wiele informacji, choć podejrzewam, że jednak trzeba znać węgierski, bo z pewnością na Węgrzech jest to bardzo znany obiekt, być może nawet odpowiednik naszego stadionu narodowego.
| zaglądamy do środka |
A tu coś, co mi się skojarzyło. Praca autorstwa Wilhelma Sasnala, która powstała na wystawę Tarnów. 1000 lat nowoczesności.
sobota, 11 sierpnia 2012
Zgodnie z zapowiedzią wracamy do historii z nieodległej przeszłości. Czasem jest tak, że zbieram się do napisania tekstu, czas mija i wydarzenie staje się coraz mniej aktualne aż w końcu staje się nieaktualne. Tak już jest. Ucieka dzień po dniu.
Ponad rok temu wybraliśmy się do Rumunii na wystawę Łukasza Jastrubczaka pt. Mirage w Galerii Sabot. Łukasz jest artystą Galerii Pies, znamy się od liceum, dziwnym trafem chodziliśmy do jednej klasy.
Galeria Sabot znajduje się w Klużu. W Rumunii sytuacja jest uproszczona, gdyż prawie wszystkie interesujące rzeczy, jeśli chodzi o sztukę współczesną, znajdują się w jednym mieście, a nawet w jednym budynku. Budynek nazywa się Fabrica de Pensule, co oznaszy „fabryka pędzli”. W czasach Nicolae Ceausescu była to właśnie fabryka pędzli, a teraz, z inicjatywy Darii Pervain (która jest szefową galerii Sabot) pojawili się tam artyści i galerie. Pracownie mają tam Cyprian Muresan, Adrian Ghenie, Sarban Savu, Radu Comsa i jeszcze kilkunastu innych twórców, którzy kształtują świat sztuki w tym interesującym kraju.
Oprócz galerii Sabot w budynku znajduje się również słynna galeria Plan B
oraz jeszcze kilka innych, mniej sławnych, które nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Galerie te wyglądają bardzo porządnie, tak jak na zachodzie Europy, czyli generalnie lepiej niż u nas.
| galeria Plan B |
| galeria Peles Empire Galeria Laika |
| wystawa Łukasza |
| Daria i Adrian Ghenie Daria ze słynną modową blogerką z Polski |
| Łukasz, Alice, Dorota, Gosia, Ecaterina |
W budynku pozostało kilka tablic przypominających o zasadach BHP w fabryce.
Jest również ta piękna gablota. Plakat ostrzega przed używaniem zniszczonych narzędzi. Obok te narzędzia się materializują, na dole są złe, zniszczone (których nie wolno używać) a na górze były dobre, niezniszczone. Ktoś te dobre ukradł, został po nich tylko słabo widoczny ślad.
Jedzenie.
W Rumunii jest bardzo dobra pizza, generalnie włoskie jedzenie jest dużo lepsze niż u nas. Rumuńskie jedzenie nie jest tak dobre, choć może to być kwestia szczęścia oraz gustu.
Oto najgorszy obiad roku 2011 w kategorii "na mieście":
![]() |
| Flaki, ale zabielane. Słabo znam język rumuński, więc przez pomyłkę zamówiłem. To danie mogłoby być pewnie dobre, ale tak gdzie byliśmy nie było. |
Wybraliśmy się też na obiad do hotelu Belvedere. Placówka ta najlepsze czasy ma już za sobą, hotel był niemal pusty.
![]() |
| Wewnątrz nie wolno robić zdjęć. |
![]() |
| Artyzujące zdjęcie w restauracji hotelowej.. |
Pomimo tego, że byliśmy jedynymi gośćmi luzowana noga z kurczaka była przypalona. Nie było to smaczne, a mimo to zjadłem prawie wszystko. Kelner chciał dokonać przestępstwa skarbowego i nie wydrukował paragonu, jednak poprosiliśmy go, żeby go jednak wydrukował. Było nawet dość drogo.
a na koniec wielki rumuński ekler
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Mercedes odjeżdża na zawsze.
Sierpień okazał się smutnym miesiącem dla fanów motoryzacji czytających mojego bloga. Mikołaj Iwański sprzedał Mercedesa 124 i kupił auto o którym nie mam zamiaru pisać. Mercedes nastręczał drobnych trudności i w pewnym momencie trzeba było wymienić w nim wszystko, ale jak to w życiu "coś za coś". Czarny mercedes był postrachem władz Politechniki Koszalińskiej, towarzyszem naszych podróży służbowych oraz ogólnie punktem odniesienia w błyskawicznie zmieniającym się świecie.
Oto jedno z ostatnich zdjęć "Balerona". Koniec marzeń.
sobota, 4 sierpnia 2012
Pomnik Ofiar Wypadków i Katastrof Komunikacyjnych oraz Przemocy
Ostatni czas spędziłem we wsi Marcinkowice. To miłe miejsce (24 km od Tarnowa), mieszka tam moja rodzina. Nieopodal Marcinkowic jest wieś Zabaw - główny ośrodek kultu bł. Karoliny Kózki.
W Zabawie znajduje się, działające pod egidą Kościoła, Centrum Terapii po Traumie. Umiejscowienie tego ośrodka właśnie tam nie jest przypadkowe, wiąże się to w symboliczny sposób z historią bł. Karoliny, która zginęła broniąc się przed gwałtem. Zabawa to spokojna i ładna wieś, dobre miejsce dla osób, które dzięki wsparciu psychologów, próbują przełamać swoje traumy.
W Zabawie powstał Pomnik Ofiar Wypadków i Katastrof Komunikacyjnych oraz Przemocy, któremu chciałbym poświęcić wpis. Bardzo podoba mi się idea Centrum Terapii, zupełnie za to nie podoba mi się ten dziwaczny pomnik. Autorem jest dr hab. Jacek Kucaba - plastyk z Tarnowa. Jacek Kucaba jest żywym dowodem na to, że przyznawanie stopni naukowych na uczelniach plastycznych powinno przyjąć bardziej cywilizowane formy, cóż. Oto strona Jacka Kucaby, na której możemy zobaczyć jego "rzeźby wystawiennicze", jest muzyka i poruszający się wokół własnej osi złom.
Problem z pomnikiem jest taki,, że dość kontrowersyjnie wpisuje się w wiejski pejzaż, sam w sobie zresztą też jest szpetny. Nie wiem, czy to dobre miejsce "konntenplacji dla osób poszkodowanych w wypadkach i ich rodzin".
Na marginesie to pretensjonalne i niepotrzebne dzieło samo w sobie jest niebezpieczne, łatwo wybić sobie oko na ostrych, metalowych krawędzie wewnątrz ślimaka.
W Zabawie znajduje się, działające pod egidą Kościoła, Centrum Terapii po Traumie. Umiejscowienie tego ośrodka właśnie tam nie jest przypadkowe, wiąże się to w symboliczny sposób z historią bł. Karoliny, która zginęła broniąc się przed gwałtem. Zabawa to spokojna i ładna wieś, dobre miejsce dla osób, które dzięki wsparciu psychologów, próbują przełamać swoje traumy.
W Zabawie powstał Pomnik Ofiar Wypadków i Katastrof Komunikacyjnych oraz Przemocy, któremu chciałbym poświęcić wpis. Bardzo podoba mi się idea Centrum Terapii, zupełnie za to nie podoba mi się ten dziwaczny pomnik. Autorem jest dr hab. Jacek Kucaba - plastyk z Tarnowa. Jacek Kucaba jest żywym dowodem na to, że przyznawanie stopni naukowych na uczelniach plastycznych powinno przyjąć bardziej cywilizowane formy, cóż. Oto strona Jacka Kucaby, na której możemy zobaczyć jego "rzeźby wystawiennicze", jest muzyka i poruszający się wokół własnej osi złom.
Problem z pomnikiem jest taki,, że dość kontrowersyjnie wpisuje się w wiejski pejzaż, sam w sobie zresztą też jest szpetny. Nie wiem, czy to dobre miejsce "konntenplacji dla osób poszkodowanych w wypadkach i ich rodzin".
Aktualna w swoim przesłaniu i pełna duchowych symboli forma stanowi odniesienie do dramatycznych uczuć towarzyszących ludzkim tragediom, będąc jednocześnie przestrzenią katharzis. Rzeźba jest symbolicznym zderzeniem dwóch przeciwległych dróg, na których styku sytuuje się miejsce tytułowego przejścia. Kardiogram umieszczony na głównej ścianie obrazuje walkę o życie, która mimo że kończy się dramatem znajduje swoje połączenie z krzyżem który góruje nad całym pomnikiem. W nocy słóp światła wydobywający się ze skrzyżowania dróg łączy świat nieba i ziemi jako widzialny znak pamięci o tych, którzy odeszli w tragiczny sposób, ale nie zostali unicestwieni. Na ścianach pomnika będą umieszczone jednakowej wielkości krzyżyki upamiętniające konkretne osoby, które zgineły. Wokół pomnika zbierane są przydrożne krzyże z miejsc wypadków drogowych.
Na marginesie to pretensjonalne i niepotrzebne dzieło samo w sobie jest niebezpieczne, łatwo wybić sobie oko na ostrych, metalowych krawędzie wewnątrz ślimaka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2011
(32)
- ► października (2)


























.jpg)






