sobota, 28 sierpnia 2010














Przygotowania przed wystawą na ukończeniu. Dziś, korzystając z chwili wolnego czasu, przygotowałem punkt zbiórki. Pomagała mi w tym dzielnie studentka malarstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (nowa nazwa Akademii) Dorota Pawlicka.

Do zobaczenia!



juz jesteśmy

Już jesteśmy w Tarnowie. Prognoza pogody na niedziele jest optymistyczna, caly deszcze ma spasc dzis.

zdjecia z balkonu hotelu Cristal Park (który kiedyś miał ładniejszą nazwę "Chemik").



















środa, 25 sierpnia 2010

Brukbet

Już w najbliższą niedzielę 29 sierpnia w Tarnowie odbędzie się prolog wystawy Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Więcej dowiemy się ze strony www.tarnow1000.pl Zapraszam wszystkich do Tarnowa, to nie tak daleko, godzina drogi z Krakowa, 4 i pół z Warszawy i 9 z Poznania i 12 ze Szczecina.

Nową atrakcją Tarnowa będzie rzeźba Wilhelma Sasnala umieszczona w modernistycznej dzielnicy miasta - Mościcach. Rzeźba jeszcze nie jest gotowa, narazie wygląda mniej więcej tak:














tu robotnik przy pracy:















Jednym ze sponsorów wystawy jest Brukbet. Ta jedna z największych małopolskich firm zajmuje się produkcją kostki brukowej i innych podobnych artykułów. Firma Brukbet sponsoruje również klub piłkarski Termalica Brukbet Nieczecza (Termalica to rodzaj betonu komórkowego, który Brukbet produkuje - na pewno bardzo dobry).

Kilka miesięcy temu o klubie z Niecieczy zrobiło się głośno, awansowali do I ligi (czyli drugiej klasy rozgrywek, wyżej jest tylko Ekstraklasa). Sensacje wzbudziło to, że Nieczecza to wieś w której mieszka 720 mieszkańców. W drużynie gra obecnie tylko jeden rodowity nieczeczanin, który ze swoją drużyna przez 8 lat zrobił 7 awansów.

Wybrałem się wczoraj na wycieczkę rowerową do Niecieczy.
Zalane pola na trasie Marcinkowice - Nieczecza. Ostatnie opady dały się we znaki rolnikom:





























Zazdrośni i złośliwi kibice drużyn z większych miejscowości nazywają nieczeczan "Dziećmi kukurydzy". Stadion znajduje się między polami uprawnymi (jest też kukurydza)















Dziękuje firmie Brukbet za pomoc w realizacji wystawy Tarnów. 1000 lat nowoczesności, oraz za sponsorowanie mojej ulubionej drużyny piłkarskiej.


sobota, 21 sierpnia 2010

Cisownica

Wakacje się kończą, już niebawem wrócimy do szkoły lub na stanowiska pracy. Ostatnie dni spędziłem w miejscowości Cisownica. To średniej wielkości wieś niedaleko Cieszyna.
Gościłem w domu Mikołaja Kocikowskiego i Patrycji Ryłko (Patrycji nie było, była w tym czasie w Rosji).
Tak wygląda pupil Mikołaja. Ma na imię Czika i mimo mojej niechęci do psów, polubiłem go:




















Mikołaj oprócz psa posiada również piłę spalinową marki Husquarna - światowego lidera w produkcji maszyn do pracy w lesie.
Oto jedno z ostrzeżeń, które znajdziemy w instrukcji obsługi:
Pamiętaj:




















a to losy na loterie fantową organizowaną przez związek myśliwski, główną wygraną był dzik (warchlak):




















Loteria była ustawiona, ale i tak nie wygraliśmy.



czwartek, 5 sierpnia 2010

Wrocław

Już dobre pare tygodni temu zakończył się festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, wpis ten nie jest więc najbardziej aktualny, ale nie o aktualność tu chodzi.

Byłem tam i obejrzałem dwa filmu. Pierwszy autorstwa Normana Leto, który, mimo moich wielu wątpliwości w sumie podobał mi się (film, nie Norman). "Sailor", bo taki jest tytuł tego obrazu musiał być bardzo ważnym wydarzeniem tego festiwalu, bo jako jedyny miał plakat powieszony w męskiej toalecie i (jak wiem ze sprawdzonego źródła) również damskiej.

Drugi film jaki widzialem, to dzieło Krzysztofa Kaczmarka "Pompenzuballen". Krzysiek jest artystą Galerii Pies, więc jeśli pojawia się na tym blogu to tylko w słowach ciepłych a nawet entuzjastycznych. Film jest trudny do zaklasyfikawania gatunkowego, to coś pomiędzy dokumentem a stacjonarnym filmem drogi. Oczywiście bardzo mi się podobał, choć widziałem go drugi raz.

a teraz kilka zdjęć:

powszechnie wiadomo, że artystom Galerii Pies powodzi się coraz lepiej, ale pokój hotelowy Krzyśka był już jednak przesadą:




















a tu film w trakcie projekcji:














Po premierze odbyła się dyskusja z autorem, którą poprowadziła kuratorka festiwalu Ewa Szabłowska














Po wszystkim poszliśmy do klubu festiwalowego, gdzie spotkałem trójkę moich znajomych z liceum, których z tego miejsca pragnę pozdrowić.
Pozdrawiam.




wtorek, 3 sierpnia 2010

Warszawa

Ucieka dzień za dniem, wystawy rozpoczynają się i kończą, dni przechodzą w tygodnie, tygodnie w miesiące, a nasze nudne życie przerywane jest raz po raz jakimiś atrakcjami. Ostatnią atrakcją jaka mi się przydarzyła była wycieczka do Warszawy (tak naprawdę jeszcze bardziej ostatnio byłem we Wrocławiu, ale o tym następny wpis).

Chciałem zobaczyć wszystkie wystawy, o których ludzie mówią, że to dobre wystawy, albo przynajmniej, że warto na nie iść. Jak wszyscy wiedzą, stolica Polski jest nieporównywalnie bardziej dynamiczna niż stolica Wielkopolski, więc każdy pobyt okraszony jest masą artystycznych przeżyć i ekscytacji.

Tak więc:

Najpierw udałem się do Muzeum Narodowego Dyrektorem muzeum jest poznański profesor Piotr Piotrowski. Byłem jego studentem, powiedział mi kiedyś, że przez całą swoją trzydziestoletnią karierę akademicką nie słyszał tak złego wystąpienia na seminarium jak moje (myślę, że przesadzał). Bardzo kibicuję prof. Piotrowskiemu w jego dyrektorowaniu i z niepokojem śledziłem zamieszanie wokół jego stanowiska, które wytworzyło się jakiś czas temu.

Szedłem do muzeum z dobrym nastawieniem.















Na wejściu kontenery. Wyglądają jakby spadły tam z ciężarówki i tylko szczelne zaklejenie ich reklamą Plus gsm sprawia, że domyślamy się, iż jednak są tam specjalnie. Ułożone są w podkowę, na osi głównego wejścia do muzeum. Wystawa w kontenerach to trailer biennale sztuki mediation (które ma odbyć się w Poznaniu). Kuratorem jest poznaniak Tomasz Wendland.

Na wystawę w kontenerach składają się bardzo nieinteresujące prace, oraz takie prace, które nie działają, bo są zepsute (być może są interesujące). Można też powiedzieć, że prace nie były zepsute, tylko spały.























































a tu wzruszająca próba naprawienia tego, co zrobiło się źle:















Wewnątrz muzeum odbywała się wystawa "Ars Homo Erotica" przygotowana przez poznańskiego kuratora Pawła Leszkowicza. Wykazywała większy sens (choć też bym tu nie przesadzał) niż kontenery. Oczywista jest społeczna wartość tego pokazu, choć ku mojemu zaskoczeniu, wystawa nie wywołała poruszenia w kręgach prawicowych i obyła się bez incydentów. Być może wynika to z faktu, że społeczeństwo zmądrzało i kręgi skrajnie prawicowe są w zaniku. Moim zdaniem, wszyscy, którzy mogli się obrazić na tą wystawę i wyrażać protest bronią krzyża (o tym już za moment) przed Pałacem Prezydenckim.

Sama wystawa jest trochę nudnawa, dość słabo zrealizowana technicznie, co rzuca się w oczy. Zabudowa z płyt wiórowych została zrobiona niestarannie, kiepsko pomalowana, tabliczki odpadają i od razu widać, że obsługa techniczna nie czyta rubryki "kącik poradnikowy" na niniejszym blogu.

Najbardziej przygnębiające wrażenie (nie ze względu na jakość wykonanych ściań) robiła sala z pracami, które przedstawiały kobiety wyglądające jak mężczyźni oraz mężczyzn wyglądających jak kobiety.

Znalazły się na tam m.in prace jednego z moich najmniej ulubionych duetów artystycznych kubiak/ krawczyk. Wojtek Kubiak maluje, a Lidia Krawczyk najprawdopodobniej wymyśla. Prace to zazwyczaj wielkie portrety kobiet przebranych za mężczyzn lub mężczyzn za kobiety. Ta prosta w odbiorze i estetyczna sztuka idealnie nadaje się do zilustrowania problemów Gender, znakomicie wygląda też w salonie lub sypialni. Za pomocą skromnego zaplecza metodologicznego można z tych obrazow wyciągnąć kilka ogólnie znanych prawd i ważkich w kręgu studentek III roku kulturoznastwa problemów.

Żeby było jeszcze straszniej, umieściłem zdjęcie tej pracy dwa razy.







































Poźniej poszedłem do Zachęty, gdzie pokazywana jest między innymi bardzo nieciekawa wystawa zatytułowana "Letni Nieletni". Chodziło o to, żeby pokazać jaka młodzież jest głupia. Do zilustrowania tego posłużyły głupie prace. Szczytową formą intelektualnej ekspresji wykazał się (nie pierwszy raz) Kamil Kuskowski, tworząc pracę, w której policyjne koguty przykręcone do ściany układały się w napis HWDP. Zniknęły mi gdzieś zdjęcia.
Były też jaśniejsze momenty, fragment filmu Krzysztofa Kaczmarka "Pompenzuballen" (o którym to filmie w następnym wpisie), oraz bardzo zgrabny film Adama Witkowskiego (koncert na perkusję i 100 kilo kartofli). Adam Witkowski to bardzo ciekawy artysta z Gdańska, który często pokazuje swoje prace w towarzystwie żony Ani Witkowskiej (która również jest interesującą artystką).

W Zamku Ujazdowskim wystawa "Wokół czaszki", której nie zrozumiałem, kolekcja, oraz pokaz Wojtka Bąkowskiego, który nawet rozebrał się na potrzeby jednego ze swoich filmów (gdzie nago włącza i wyłącza światło).

Tymczasem w dzień wyjazdu otworzyła się wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej "Mógłbym żyć w Afryce". Wystawa wygląda mniej więcej tak, jak wystawa "Republika bananowa". Jest lepsza, gdyż prac jest mniej, są filmy i generalnie ogląda się ją przyjemniej. Prace nie są podpisane, a z kartki nie wynika która praca jest czyja. Oczywiście wszystkie te prace, są mniej lub bardziej znane do wyrzygania. Tu jest jakiś dysonans, nie do końca rozumiem, po co robić wystawę z tak doskonale znanych (oczywiście w kręgach ludzi zajmujących się sztuką) prac. Mogłoby to stanowić wątek edukacyjny, ale ciężko edukować się bez podpisów. Prawdopodobnie chodziło o pokazanie ducha tamtych czasów, być może obrazy, obiekty i rzeźby miały stanowić sztafaż dla filmów. Wszystko to zakończyło się dość dziwną historią, gdyż prof. Ryszard Woźniak zabrał w trakcie wernisażu swój obraz. Później, w liście, podaje powody i wylicza nieprawidłowości. Jednym z nich był fakt, że podczas wernisażu dyrektor muzeum Pani Joanna Mytkowska miała koszulke z napisem "Neue Bieriemiennost".

Widziałem wystawę która mi się podobała. Była to wystawa Tomasza Mroza, artysty, który przez pewien czas miał związek z moją galerią, a który odkąd go znam boryka się ze skomplikowanym procesem obróbki silikonu budowlanego (którego używa do produkcji swoich prac).

Wystawa odbyła się w sympatycznej warszawskiej galerii Czarna, na potrzeby tej wystawy została wybudowana architektura, wbudowano kilka miniaturowych sal ekpozycyjnych.













































Odwiedziłem też mieszkanie Katarzyny Przezwańskiej, którego to wystrój stanowił równocześnie jej dyplom na wydziale malarstwa warszawskiej ASP. Kasia pomalowała mieszkanie tak, żeby w zależności od funkcji danej przestrzeni odpowiadał jej kolor. Tak więc, biurko ma wyznaczone kolorami strefy na myszkę, klawiature etc. Dotyczy to również innych pomieszczeń. Generalnie wygląda to jak totalitarna wersja racjonalizacji przestrzeni życiowej, wszystko w imię utrzymania porządku. Traf chciał, że akurat w mieszkaniu jest przemeblowanie i drobny nieład zaburzył klarowność projektu.













Tu Katarzyna Przezwańska wraz z przyjaciółmi omawiają plany na przyszłość.













Oczywiście żaden pobyt w Warszawie nie może obyć się bez odwiedzin w Muzeum Techniki. Na stałej ekspozycjij m.in.:

radziecka odpowiedź na robota R2-D2



















za tymi drzwiami...













...ukryta jest tzw. "szklana panienka"













a tu zdjęcie z ekspozycji komputerowej- komputer multimedialny:













gablota z publikacjami Piotra Zarzyckiego (kierownika działu przemysłu w Muzeum Techniki)














sęp:













i model radzieckiego samolotu pasażerskiego













oraz mapa Warszawy i okolic z naniesionymi miejscami upadku kosmicznych bolidów.



















A oto kilka zdjęć z wystawy klocków lego. Jak widać, z klocków można zbudować wszystko, nie tylko obóz koncentracyjny:




















































A na koniec zdjęcia z wycieczki pod krzyż, który dziś miał już nie stać, a jednak stoi.

zdjęcie z obrońcami krzyża:






































tłum dyskutuje:


























pozdrawiam.




czwartek, 22 lipca 2010

Wakacje

Blog stracił na dynamice i wszystkie tłumaczenia są bez sensu. Okres wakacyjno-urlopowy zachęca do licznych wyjazdów. Nie było wpisów, gdyż byłem w różnych miejscach.

Na przełomie czerwca i lipca odbyłem podróż do Tarnowa. 29 sierpnia br. otwieramy tam pierwszą część wystawy Tarnów. 1000 lat nowoczesności. Na inauguracji zostanie pokazany premierowo film Krzysztofa Kaczmarka Pompenzuballen (którego pokaz przedpremierowowy będzie miał miejsce podczas festiwalu Era Nowe Horyzonty, a bardzo interesujący fragment tego filmu pt: Casting można zobaczyć na niezbyt interesującej wystawie grupowej o tytule Letni Nieletni, w warszawskiej Zachęcie). Powstanie rzeźba Wilhelma Sasnala, która zostanie ustawiona na stałe w Mościcach oraz usłyszymy koncert zespołu 19 wiosen.

W Tarnowie ostatecznie zostały ukończone prace nad książką, która jest czymś w rodzaju przewodnika po prowincjonalnym wymiarze modernizmu w wydaniu tarnowskim. Miałem wielką przyjemność współredagować ją z Ewą Łączyńską-Widz, kuratorką pracującą w tarnowskim BWA. Książka za jakiś tydzień opuści drukarnię i znajdzie się w sprzedaży. Wydaje ją wydawnictwo o przyjemnej nazwie 40 000 malarzy, prowadzone przez Kubę Banasiaka, który kiedyś sam był malarzem (współtwórcą prądu zwanego fragmentaryzmem), a teraz jest bardzo ambitnym krytykiem sztuki i wydawcą. Książka ma mieć 512 stron, jak będę miał ją w ręku, opiszę w szczegółach aby zachęcić do ewentualnego zakupu.

Tymczasem zdjęcia z ostatniego pobytu i pracy nad książką:

Ewa Łączyńska i Grzegorz Piątek po rozmowie na temat architektury, pozując do zdjęcia udają, że wciąż rozmawiają o architekturze.













Barbara Bułdys, historyczka sztuki z muzeum w Tarnowie, która napisała tekst o modernie w Mościcach














Podczas pobytu udało mi się wziąć udział w bardzo ciekawym wykładzie Sebastiana Cichockiego zorganizowanym przez Ewę w BWA. W książce znajduje się tekst Sebastiana na temat mościckich inspiracji w twórczości Wilhelma Sasnala. Podczas wykładu bardzo agresywnie i głośno zachowywał się szef ZPAP w Tarnowie pan Światosław Karwat. Więcej o ZPAP w Tarnowie można dowiedzieć się na oficjalnej stronie okręgu tarnowskiego www.infozpap.yoyo.pl














Ilekroć jestem w Tarnowie na otwarciu jakiejś wystawy moją uwagę zwracają fotografowie z lokalnej prasy. W żadnym mieście nie mają tak długich obiektywów i wielkich toreb.













A tu zdjęcie z zimy, które wystała mi Ewa, na którym Wilhelm Sasnal pokazuje Rafałowi Bujnowskiemu (obaj odwróceni) tarnowską "banię".













Po pobycie w Tarnowie udałem się do Wrocławia. Widziałem nieciekawą wystawę dyplomów tamtejszej ASP, która była dużo gorsza od wystawy poznańskich dyplomów, mimo tego (a może właśnie przez to), że we Wrocławiu prace wybierali profesorowie.

Z ciekawszych prac:

Seria wykonanych z blachy pniaków z dziurą.







































Przygnębiające obrazy olejne:







































































oraz inne:













































Znalazł się też projekt płaskorzeźby przedstawiający parę nagich ludzi i jamochłona



















oraz dość perwersyjna praca z ptakiem w labiryncie.




















Tego samego wieczora byłem na wernisażu wystawy Doroty Podlaskiej w bardzo sympatycznej galerii Entropia. Na wernisażu był tłum ludzi, zdjecie tego nie oddaje, gdyż zrobione jest na chwilę przed pojawieniem sie tłumu.













Później byłem na znakomitej wystawie produktów nieistniejącej już wrocławskiej firmy Elwro, która odbyła się w zachwycającej galerii BWA Dizajn. Wszystkie moje uprzedzenia co do tego miejsca zniknęły, wystawa była pięknie zaaranżowana, można było pograć na konsolach do gier produkowancych przez Elwro w latach 80tych, obejrzeć komputer Odra, syntezatory muzyczne (na ktorych też można było grać).



























Na koniec pojechaliśmy zobaczyć wystawę Survival, na której był jeszcze większy tłum wernisażowych gości. Było ich tak dużo, że oglądanie wystawy przychodziło z dużym trudem, choć może to i dobrze, bo wystawa nie była dobra.













Oto bardzo trudna do sfotografowania praca Doroty Nieznalskiej (w wersji z lampą i bez lampy).


























W międzyczasie odwiedziliśmy nową galerię we Wrocławiu. Galeria nazywa się Emdes i wszystko wskazuje na to, że będzie to przyzwoita galeria sztuki współczesnej, jakiej w tym bardzo miłym mieście brak.














Byliśmy jedynymi gośćmi tego dnia, gdyż przyszliśmy już po zamknięciu wystawy. Mimo tego Piotr Blajerski, jedna z osób, które prowadzą galerię, uruchomił wszystkie urządzenia oraz podświetlił rzeźbę (co było bardzo trudne, gdyż włącznik był schowany nie wiadomo gdzie).

Póżniej byłem w Szczecinie



















W Muzeum Narodowym widziałem dwie bardzo ładne prace:
Jerzego Skarżyńskiego "Nie ma stonki ziemniaczanej"



















oraz Emilii Nóżko-Paprockiej "Desant"



















Po powrocie ze Szczecina odwiedziłem posiadłość Joanny Janiak i jej męża profesora Piotra C. Kowalskiego, znakomitego malarza i pedagoga. Ostatniego dnia pobytu na wsi przyjechał Piotr Bernatowicz, naczelny poznańskiego pisma Arteon. Na zdjęciach: Justyna Kowalska (córka Piotra C. Kowalskiego i Joanny Janiak), Joanna Janiak, Profesor PCK i wspomniany red. Bernatowicz)
































































































A teraz jestem w Warszawie. Zdjęcie z trasy Poznań - Warszawa.